Soul Kitchen, czyli smak Hamburga

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Nowy film Fatiha Akina to głupiutka komedia, naładowana pozytywną energią i pełna świetnej muzyki. Mamy tu perypetie towarzyskie, perypetie kuchenne, perypetie zdrowotne i fiskalne a nawet perypetie ubezpieczeniowe. Za realizacją "Soul Kitchen" stoją stali współpracownicy Akina, a także kilku jego ulubionych aktorów, którzy najwyraźniej postanowili nieco się zabawić. Na tę imprezę my też możemy się załapać.

Soul Kitchen to zapyziała knajpa, mieszcząca się w budynku wątpliwej proweniencji i nawiedzana głównie przez lokalesów, spragnionych frytek i hamburgerów. Jej właściciel Zinos, sympatyczny choć nie do końca zorganizowany, właśnie wpadł po uszy w kłopoty. Jego dziewczyna wybiera się do Chin w pościgu za karierą, jego brat (nicpoń i karciarz) wyszedł na przepustkę z więzienia i liczy na pomoc, jego restauracja jest zagrożona z powodu zaległości podatkowych a jego kręgosłup właśnie odmówił posłuszeństwa. I chociaż dawny znajomy, agent obrotu nieruchomościami, narzuca się z ofertą odkupienia Soul Kitchen a serce wyrywa się do Szanghaju, Zinos postanawia jeszcze trochę nad restauracją popracować. Po pierwsze, zatrudnia świetnego kucharza, który z poprzedniej pracy wyleciał za zbrojną interwencję w obronie zimnego gazpacho...

Dalsze losy Zinosa i jego knajpy to splot różnorodnych przypadków i okoliczności, pędzący z prędkością szybkobieżnego pociągu. Zanim dojedziemy do zakończenia, czeka nas wiele zwrotów akcji oraz wycieczka po nocnym Hamburgu - mieście, w którym impreza trwa do białego rana. Wszystko to w rytm kołyszącej, żywiołowej muzyki - drugiej po filmie pasji Akina. Muzyka w "Soul Kitchen" to nie tylko ilustracja czy generator nastroju. To prawdziwa dusza tego filmu, a do tego idealny obłaskawiacz. Fabuła toczy się utartymi torami charakterystycznymi dla zwariowanych komedii, zgodnie z zasadą, że prawdziwy happy-end (w szczęśliwe zakończenie nie wątpimy ani na chwilę) może nastąpić dopiero wówczas, gdy będzie już najgorzej jak to możliwe. Przed parskaniem i cynicznymi uwagami ratuje nas wyłącznie doskonała ścieżka dźwiękowa. Gdy za każdym kolejnym ujęciem czai się kolejny, pieczołowicie dobrany i znakomicie brzmiący kawałek, naprawdę nie sposób parskać i narzekać na liczne zbiegi okoliczności i cudowne przemiany duchowe. Zwłaszcza, że jedyną ambicją "Soul Kitchen" jest to, by nas rozbawić, wprawić w dobry nastrój i przypomnieć o tym, że góry dają się przenosić łatwiej with a little help from your friends.

Konstrukcja postaci podąża wiernie za konwencją - bohaterowie to zagrane z werwą typy charakterystyczne, niejednokrotnie odtwarzani przez aktorów znanych z wcześniejszych filmów Akina. Przy okazji mamy tu minportret kulturowego wielkomiejskiego tygla. Fajtłapowaty Zinos i jego brat Illias, o którym można od razu powiedzieć, że ma raczej słaby charakter niż prawdziwe złe skłonności, pochodzą z Grecji. Do ferajny możemy doliczyć ekscentrycznego i groźnego romskego kucharza Shayna o nie ogolonej twarzy Birola Ünela, eteryczną dziewczynę Zinosa Nadine (Niemka), piękną rehabilitantkę pochodzenia tureckiego - Annę, starego złośliwego Greka Sokratesa i wyluzowaną kelnerkę Lucię. Szwarccharaktery - kombinatorski agent obrotu nieruchomościami i sztywniacka wizytatorka skarbówki - wyglądają z kolei raczej rdzennie, przez co "Soul Kitchen" nabiera nieco proimigranckiego smaczku. Jednak nie dajmy się ponieść zbyt daleko. Choć akcenty społeczne mają swoje miejsce a fabule, są jedynie przyprawą mającą nadać całości trochę kontekstu.

"Soul Kitchen" to taki typ filmu, na który świetnie jest przejść się z przyjaciółmi, by trochę podładować baterie. W kategorii feel-good movie trudno mu dorównać - najlepiej dowodzi tego fakt, że skutecznie wprawione w życzliwy nastrój jury festiwalu w Wenecji przyznało zań Akinowi nagrodę specjalną. To nie lada rekomendacja. Planując zatem styczniowe wypady do kina (z pewnością liczne, gdyż nie brak ważnych i ciekawych premier), warto uwzględnić go w grafiku.

Zwiastun:

To dobrze się bawiłaś czy nie? Bo dałaś 6tkę, a to chyba niezbyt wysoka ocena.

Ale jednak pozytywna :) Tak, bawiłam się dobrze, dużo pozytywnych fluidów ma ten film. Ale nie mam najmniejszej chęci oglądać do drugi raz - w takich wypadkach zwykle oceniam na 6.

Teraz wszystko jasne, dzięki :)

Jestem na świeżo po obejrzeniu i po twojej ocenie podchodziłem do tego filmu z lekką rezerwą. Podobał mi się. Dla mnie prosto nakreślone postaci są bardziej siłą niż słabością tego filmu. Po co w komedii złożone charaktery? Grunt, że wiadomo, że Shayne to furiat, a Illias to cwaniaczek z dobrym sercem.

Z dwojga złego wolę chyba jeśli ktoś po przeczytaniu recenzji jest potem mile zaskoczony. :)
Nie mam zastrzeżeń do konstrukcji postaci - piszę tylko, że są zgodne z komediową konwencją, czyli mniej więcej to samo, co Ty. To nie jest dla mnie wada, w każdym razie nie w takim filmie. Każda scena z udziałem Shayna to masa zabawy - właśnie dlatego, że jest nakreslony taką grubą kreską.

Dodaj komentarz