Berlinale 2020: ale z naszymi umarłymi

Data:
Ocena recenzenta: 5/10

Marco Dutra i Caetano Gotardo w swoim pierwszym wspólnym filmie eksplorują kolonialną przeszłość Brazylii. Todos os Mortos ubrano w historyczny kostium, ale jego stawką jest polityczna współczesność i przyszłość, zwłaszcza tych, o których niewielu się upomina.

Todos os Mortos postawiło na wyjątkowo interesujący temat. Pokazuje Brazylię dekadę po zniesieniu niewolnictwa, kiedy większość czarnoskórych mieszkańców kraju nie tylko urodziła się i żyła w niewoli, ale też wciąż jest zależna od dawnych panów. W latyfundystów ta zmiana uderzyła, jednak nie na tyle, aby zmienili swoją postawę czy styl życia. Tak żyją ciągle młoda, ale już bez szans na zamążpójście, Ana I jej matka. Z powodów finansowych musiały opuścić swoją ziemską posiadłość i przenieść się do Sao Paulo. Niewiele zmieniło to w ich życiu. Zabrały ze sobą służącą, która od lat była własnością ich plantacji. Po jej śmierci Ana zaczyna widzieć zmarłych. Cały czas powraca do rytuału, który widziała w dzieciństwie. W końcu jej siostra decyduje się na sprowadzenie wyznawczyni afrykańskiego kultu i powtórzenie obrządku, licząc na powrót Any do zdrowia. 

Para reżyserów pokazuje brazylijskie społeczeństwo podczas przełomu. Cesarstwo upadło, powstała republika. Wraz z nią odradzają się zjawiska do tej pory zakazane. O prawdziwej politycznej podmiotowości czarnoskórych jeszcze nikt nawet nie śni, ale powracają przywiezione z Afryki kulty. To jedyny obszar, w którym może dokonać się emancypacja. Todos os Mortos w sposób oczywisty odnosi się do współczesności. Powstało w Brazylii po przełomie rządów Luli da Silvy i jego następczyni Dilmy Rousseff. Czasie, który przyniósł najbiedniejszym niebagatelną poprawę stopy życiowej i okresie właśnie brutalnie zaprzepaszczanym. Film ma serce po właściwej stronie, opowiada się za wykluczonymi i wyjątkowo celnie pokazuje sposoby żerowania klasy wyższej na wszystkich od niej zależnych. Nie potrafi tylko ubrać tego w równie trafną filmową formę.

Metaforyczny wymiar filmu jest oczywisty i trudno zrozumieć dlaczego reżyserzy nie wierzą w inteligencję widza. Umieścili w filmie kilka scen, które przenoszą bohaterów we współczesność, nagle na ścianach widać graffiti, nad ulicami wiszą kable, a po drogach jeżdżą samochody. Taki zabieg by nie raził, gdyby tylko nie podkreślał jak uboga światotwórczo jest to produkcja. Przełom XIX i XX wieku jest na ekranie bardzo cienko rozsmarowany. Akcja rozgrywa się we wnętrzach, a i tym brakuje szczegółów, tych wszystkich drobnych przedmiotów, które zalegają na dalekich planach filmów Viscontiego nadając im życie. Kamera stara się pokazywać jak najmniej zamykając aktorów w bliskich planach, co wydaje się tym dziwniejsze, że to świat i sytuacja dramatyczna przezeń generowana pozostają dużo ciekawsze niż sama akcja.

Todos os Mortos jest filmem umiarkowanie nudnym. Na ekranie dzieje się niewiele, a nawet wtedy prowadzi to donikąd. Nie pomaga w tym też katatoniczne aktorstwo, ani zdjęcia. Ascetyczna warstwa wizualna jest chyba największym zaskoczeniem. Po niezwykle plastycznych, posługujących się wyrazistą paletą kolorystyczną Dobrych manierach trudno było uwierzyć w tak nijaki obraz. Poprzednia produkcja dawała okazję do zobaczenia wilkołaka, ta traktująca o duchach, abstrahując od kwestii ich prawdziwości, nie daje nawet skrawka prześcieradła czy kropli ektoplazmy. W realizmie i przezroczystym stylu nie ma nic złego, ale nie zwalnia z formalnej dyscypliny, a obraz Dutry i Gotardo pod tym względem jest bałaganiarski. 

W Todos os Mortos widać nie tylko wyjątkowo ciekawy temat, ale też pomysł na dużo lepszy film. Podział na części poświęcone różnym świętom czy nawet zatrzymania akcji i powolne tempo na poziomie koncepcji wydają się słuszne. Zabrakło jednak pomysłu jak przekuć je w lepszy obraz. Film kuleje w tych aspektach, w których poprzednia produkcja Dutry była najlepsza. Ten reżyser ewidentnie lubi pracować w duetach i tym razem parze zabrakło odpowiedniej chemii.

Zwiastun: