Berlinale 2020: dźwiękowa groza

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

El Prófugo to jedno z większych zaskoczeń pierwszych dni Berlinale. Po Natalii Meta, młodej reżyserce z Argentyny, niewielu spodziewało się wielkiego kina, na pewno jednak spełniła podstawowe z oczekiwań - dostarczyła dobry film. Do tego zrobiła to w świetnym stylu. Sięgnęła po rozwiązania znane z kina gatunkowego, ale przekuła je we własną autonomiczną wypowiedź.

Główna bohaterka, Ines, dubbinguje filmy, jej praca opiera się na operowaniu głosem. Jest dla niej tym ważniejszy, że poza filmem zajmuje się muzyką, śpiewa w chórze. Głos i życie załamują się kiedy podczas wakacji z chłopakiem ten popełnia samobójstwo. Kobieta już przed wyjazdem nie jest w dobrej formie psychicznej. Ma koszmary, kiedy zasypia jej życie staje się horrorem. Po przebudzeniu jest nieco lepiej - wraca w stronę farsy. Komedii z czasem jest coraz mniej, a Ines nie wie czy to narastająca choroba czy tytułowy intruz, który zagnieździł się w jej snach i strunach głosowych. Takiego zdania jest doświadczona aktorka Adele, która w dziwnych zniekształceniach nagrań zauważa nie problemy techniczne, a nadnaturalną obecność. Pozbycie się takiego dzikiego lokatora nie może być łatwe, tym bardziej, że pozostaje możliwie niedookreślony. Trudno go przyszpilić konkretną demonologią i odpowiednio wyegzorcyzmować.

Reżyserce skutecznie udaje się uniknąć pułapek zastawianych przez kino grozy. Nie przysypuje swojego filmu wyjaśnieniami, zgrabnie balansując między psychologicznym, a mistycznym obrazowaniem. Najciekawsza w El Prófugo jest ironia. To obraz zrealizowany bardzo precyzyjnie, z pełnym poszanowaniem reguł sztuki, jednak nie traktujący się całkiem serio. Doskonale widać to w finale biorącym w nawias całość, po części ją unieważniając, a po części przenosząc w inny, symboliczny, wymiar. Cały czas to jednak przedstawiciel chyba najciekawszego rodzaju horroru, jaki rozwijany jest w ostatnich latach. Kina budującego grozę przede wszystkim dźwiękiem. Produkcję Mety można postawić zarówno obok Berberian Sound Studio jak i Wieży. Jasny dzień. Każdy z tych filmów operuje gęstą, wyjątkowo kreacyjną ścieżką dźwiękową.

Tematycznie, mimo wielu fabularnych punktów wspólnych z filmem Petera Stricklanda, bliżej do Jagody Szelc. W ostatecznym rozrachunku to film o kobiecie na skraju załamania nerwowego. O tym jakie są jej perspektywy i oczekiwania, które musi spełnić. No i warto to podkreślić, mężczyźni wcale nie pomagają. Proszę nie mówić, że to feministyczna propaganda, to po prostu trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. El Prófugo jest obrazem zrobionym przez przedstawicielkę młodego pokolenia (nawet jeżeli nie do końca rocznikowo). Jest odważny, zadziorny, sięga do przeszłości tylko wtedy kiedy służy to tematowi i formie. Serdecznie wysyła utytułowanych a nieco zwapniałych mistrzów, pokroju Philippe'a Garrela na zasłużoną emeryturę. Oby tym razem nie skończyło się na jednej jedynej obecności w konkursie głównym dużego festiwalu.