Berlinale 2020: głosy na forum

Data:

Berlińska sekcja Forum od 50 lat prezentuje eksperymentalne, poszukujące kino. Rocznicę świętowano nie tylko krótkimi filmowymi życzeniami od poprzednich uczestników, ale też ciekawą selekcją. Tegoroczna edycja była wyjątkowo różnorodna, w jej czasie można było zobaczyć to co ekstremalne, od ponad czterogodzinnego slow cinema o pierwotnych mieszkańcach Amazonii po ekscentryczną biografię kanadyjskiego premiera.

 

Chico ventana también quisiera tener un submarino,

reż. Alex Piperno

Nagrodzony przez czytelników Tagesspiegel obraz wypowiada wojnę przestrzeni. Jego bohater, młody marynarz pracujący na wycieczkowym statku pływającym u wybrzeży Patagonii odkrywa przejścia do oddalonych o wiele, czasami tysiące kilometrów, miejsc. W metalowych trzewiach statku znajdują się drzwi prowadzące do mieszkania samotnej kobiety i do chaty, która jakimś sposobem pojawiła się w filipińskiej dżungli. Mieszkańcy pobliskiej wioski od razu ją zauważyli i postawili straż w obawie przed magiczną obecnością. Z kolei kobieta nie ma pojęcia ani o obecności portalu, ani o obserwującym ją chłopaku. Bohater szybko się jednak ujawnia, cztery ściany jej mieszkania to jedyne miejsce, do którego może uciec od nużącej pracy. Piperno nie należy do reżyserów, którzy się spieszą. Chico ventana… płynie powolnym rytmem, konsekwentnie buduje klimat kosztem dramatyzmu. Na pewno to kino w swojej kategorii wartościowe, ale grające w lidze festiwalowego kina do szybkiego zapomnienia.

 

Luz nos Trópicos,

reż. Paula Gaitan

Dużo trudniej zignorować brazylijskie Luz nos Trópicos, również ze względu na metraż. Na cztery i pół godziny niewielu reżyserów może sobie pozwolić. Gaitan swoją wizję filmu o tropikach, o ich pierwotnych mieszkańcach i kolonistach, którym zamarzyło się wyrwanie bogactw tej ziemi, zrealizowała wyjątkowo bezkompromisowo. Reżyserka oddaje tropikalny klimat powolnością, dzieje się bardzo mało, ale daje to szansę na dostrojenie się do transowego rytmu. W Luz nos Trópicos nie ma tradycyjnej akcji, jest za to temat realizowany w bardzo przemyślany i konsekwentny sposób. Przez to filmowi bliżej do świata sztuki niż kina. Kontemplacja obrazu jest w dla Gaitan dużo ważniejsza niż fabuła.

 

The Twentieth Century,

reż. Matthew Rankin

Oglądając The Twentieth Century trzeba dużo wyobraźni, aby uwierzyć, że to biografia. William Lyon Mackenzie King żył jednak naprawdę i faktycznie został premierem Kanady. Każda notka biograficzna podkreśla jego ekscentryczność, śmiało jednak można założyć, że obejmując urząd nie stanął do zawodów w przecinaniu wstęgi, składania podpisu moczem na śniegu i zabijaniu focząt na czas. Wszystko to możemy obejrzeć w filmie i trudno się nie zgodzić, że są to kompetencje potrzebne każdemu przywódcy. Rankin nie boi się groteski, operuje przyciężkim humorem, ale jest w tym bardzo konsekwentny. The Twentieth Century nawet nie próbuje udawać realizmu. Film został zrealizowany w studiu i jest z tego dumny. Na każdym kroku podkreśla sztuczność, w końcu nie ma nic lepszego niż fale z folii, kiedy bohaterowie płyną statkiem. Świat został zbudowany z elementów wiktoriańskiej rzeczywistości, ale drobno przemielonej i ulepionej na nowo. Historia jest tu przedmiotem postmodernistycznej gry i to takiej, która powagę ma za nic. Dzięki temu powstał obraz o złym imperium, miłości ze snu i eksplodujących kaktusach. Murowany kandydat do każdego nocnego szaleństwa.

 

Tipografic majuscul,

reż. Radu Jude

Radu Jude to reżyser od lat wspierany przez Berlinale. Zazwyczaj bardzo słusznie, w końcu nakręcił takie filmy jak Aferim czy Zabliźnione serca. Tipografic majuscul jednak bliżej do Nie obchodzi mnie czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy niż do wcześniejszych dokonań. Po raz kolejny obraz mocno zapożycza się w teatrze. To adaptacja dokumentalnej sztuki wykorzystującej akta Securitate poświęcone sprawie antyrządowych napisów w jednym z rumuńskich miast. Notatki służbowe, raporty, zeznania, stenogramy z podsłuchów są wypowiadanie przez aktorów na tle teatralnej, minimalistycznej scenografii. Z tym materiałem zamontowane zostały materiały z rumuńskiej telewizji: kroniki filmowe, teledyski, fragmenty programów informacyjnych i rozrywkowych. Początkowo ta decyzja się sprawdza, dramat jest w ten sposób dynamizowany, a otwarcie go na oficjalną ikonografię tamtych czasów to odważny gest interpretacyjny. Niestety Jude nie zna umiaru. Wytraca energię pierwszej części filmu gubiąc się w teatralności. Wybranie kina jako medium sprawia, że traci materialność mowy, na scenie papier ożywał dostając ciało i żywe słowo, w filmie znów umiera, jedynie nużąc.