Berlinale 2020: obsesja tworzenia

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Shirley Jackson - to nazwisko wciąż rodzimym czytelnikom niewiele mówi, ale po filmie Josephine Decker powinno. Ta amerykańska autorka literatury grozy doczekała się niezwykle efektownej kinowej biografii, która bardziej niż na pokazaniu istotnych punktów z życiorysu bohaterki koncentruje się na zrozumieniu jej twórczości.

Fikcja, która niepokoi, uwodzi, wchodzi pod skórę. Tak mówiono o książkach Jackson. Ich autorka nie może więc żyć zwyczajnym życiem. Przekonują się o tym Fred i Rose, młode małżeństwo, które zostaje zaproszone przez męża pisarki. Stanley zatrudnił Freda na swoim wydziale i do czasu aż czegoś nie znajdą mają mieszkać w jego domu. Szybko okazuje się, że Rose zamiast chodzić na uczelnię powinna zostać w domu, zająć się domem i będącą w złym stanie psychicznym Shirley. Ta nie chce intruzów, ale rozpoczyna z dziewczyną grę. Rose staje się dla niej inspiracją. Na pewno jednak nie muzą, ponieważ kobieta ma destrukcyjne skłonności. Pisze znakomicie, ale całą sobą, jakby zamiast z maszyny korzystała z krwi i kości. Dlatego świeże mięso do wykorzystania bardzo jej się przydaje. Dziewczyna, zafascynowana swoją literacką idolką, nie wie nawet w jakie tarapaty wpadła zamieszkując pod jednym dachem z wyrafinowaną, ale jednak manipulującą sadystką. 

Rose i Fred to zwierciadła, w których przeglądają się Shirley i Stanley. Nie tylko pozwalają im na nowo siebie zobaczyć, ale też znów tworzyć. Spotkanie wyzwala w nich wszystko co najgorsze. Umożliwia pisarce w końcu wyjście z łóżka, ale też zmienia w czarownicę żywiącą się nienawiścią. Taka rola została wprost stworzona dla Elisabeth Moss. Jest w niej doskonała, delikatnie ją ucharakteryzowano, aby bardziej przypominała swoją bohaterkę, ale sposób mówienia, gesty i mimika to już jej zasługa i są tak celne, jak tylko mogą być. Tworzy postać, która jest bardzo krucha, cały czas balansuje na krawędzi rozpadu i całkowitego załamania. Jednocześnie cechuje ją niezwykła determinacja - dla książki zrobi wszystko, nie ważne kogo skrzywdzi, istotny jest tylko cel. Jej mąż został ulepiony z tej samej gliny, ale Michael Stuhlbarg gra go zupełnie inaczej. To radosny, dowcipny mężczyzna, którym kieruje jednak taka sama żądza manipulacji i chęć zobaczenia, przynajmniej metaforycznej, krwi.

Josephine Decker postanowiła nakręcić film o sztuce i zamiast spokoju i harmonii odnalazła w niej ból, chaos i obsesję. Dynamiczna forma Shirley jednocześnie dobrze to oddaje, ale też pozostaje całkiem lekkostrawna. To ambitne kino, ale wciąż celujące w szeroką publiczność. Zaskakująca odmiana po hermetycznym Maśle na zasuwce. Decker pozostaje wierna swojej bohaterce, która nie budowała awangardowych konstrukcji, ale podstępem podbijała czytelnika. Tę taktykę powtarza teraz z sukcesem reżyserka, pokazując film, który uwodzi i niepokoi.