Kremowy, prawie biały

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Trzynastolatek, który pochodzi z niepełnej rodziny, pali papierosy, ucieka ze szkoły i włóczy się po wysypisku. Czy nie brzmi to jak przepis na zaangażowane kino jedzące odstępstwa od społecznej normy pełnymi łyżkami? Otóż nie tym razem. Pochodzący z Meksyku Rodrigo Ruiz Patterson w swoim debiucie zaproponował pełen empatii portret nastolatka, który ani nie występuje przeciwko swojemu bohaterowi, ani go nie ocenia.

Letnia biel to nazwa farby, którą nowy partner matki 13 letniego Rodriga maluje salon. Mężczyzna wprowadza się do domu, gdzie wcześniej mieszkała tylko Valeria i jej nastoletni syn. To on jest głównym bohaterem filmu, ale też jego oczami i uszami. Kamera albo utrzymuje go cały czas w kadrze, albo przyjmuje jego perspektywę. Nie widzimy, ani nie słyszymy niczego, czego Rodrigo doświadczyć nie mógł.

Patterson dostarcza widzom naturalistyczny wycinek rzeczywistości. Letnia biel zbudowana jest na zbliżeniach, bliskie ujęcia potęgują wrażenie intymnego kontaktu z głównym bohaterem.  Ten fragment został starannie wypreparowany. Przedstawiona została jedynie relacja między trójką bohaterów. Nigdy nie widzimy Rodriga w szkolnej klasie, właściwie nie rozmawia z rówieśnikami. Nie ma także kolegów, sąsiadów, dziadków. Jest tylko odrzucony przez chłopaka ojciec, ale istniejący wyłącznie jako odcieleśniony głos w telefonie. Film nigdy nie wychodzi poza freudowski trójkąt syn-matka-mężczyzna matki. Na szczęście jest na tyle blisko bohaterów, że zadowala się pokazaniem sytuacji, a nie jej sublimowaniem w teorię. Brak w Letniej bieli papierowej psychologii. Obrazowanie jest całkowicie behawioralne. Obserwujemy ludzi w działaniu, a nie postaci. Nie oznacza to jeszcze, że film Pattersona całkowicie ucieka od literackości. Struktura jest bardzo piśmienna, szczególnie chętnie posługuje się foreshadowingiem. Cały czas powtarzane motywy wizualne w końcu doprowadzą do odpowiedniego rozwinięcia fabuły, a wszechobecne płomienie w pewnym momencie naprawdę rozgorzeją.

Jeżeli naprawdę szukać tematu Letniej bieli, to jest to film o dojrzewaniu rozumianym jako dostosowywanie się do wzorca męskości. Wzorca, dodajmy, któremu z radością przyklasnąłby Krzysztof Bosak. Mężczyźni mają prowadzić samochody, palić papierosy i uwodzić kobiety. Na pewno nie jest to obraz pod względem genderowym zbyt postępowy, ale też nie traktuje stereotypów płciowych jak prawd objawionych. To raczej sposoby widzenia nastoletniego bohatera, które nie zawsze są spójne. Rozsadza je np. postać matki, która śmie żyć bez męża i, o zgrozo, palić.

Patterson wybrał trudną drogę niedopowiedzeń. W gruncie rzeczy nie wiemy o bohaterach filmu praktycznie nic. Jak długo Rodrigo i jego matka są sami, jak uczy się chłopak, co lubi, gdzie pracuje matka i jej ukochany? Te wszystkie elementy, które w tradycyjnym dramacie psychologicznym budowałby postaci są tu nieobecne. Są za to trzy ciała i trzy twarze przed kamerą. I to wystarczy, abyśmy mogli zrozumieć nastolatka granego przez Adriána Ross. To jeden z większych komplementów, jakie można sprawić studium charakterologicznemu, a nim Letnia biel bez wątpienia jest.