your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Lenin za konsoletą

Białoruska kinematografia dla polskiej widowni może być zagadką. Filmy naszego sąsiada, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, właściwie do Polski nie docierają. Tym bardziej należy cieszyć się z obecności na Sputniku Kryształu Darii Żuk, białoruskiego kandydata do Oscara,

Młoda reżyserka zabiera widzów w czasy kulturowo i technologicznie zamierzchłe - lata 90. Epokę rządów kaset i quasi anarchii w krajach byłego Związku Radzieckiego. Fabryki ciągle działają, ale ludzie nie dostają wypłat tylko towary, które wytworzyli. Przed amerykańską ambasadą ustawiają się kolejki ludzi, którzy chcą przeżyć swój amerykański sen. Jedną z takich osób jest Wela, didżejka zakochana w muzyce house. Chce pojechać do Chicago, miejsca narodzin swojego ulubionego gatunku, jednak aby dostać wizę musi udowodnić, że dobrze zarabia i nie chce pozostać w Stanach nielegalnie. W tym celu tworzy fałszywe zaświadczenie o zatrudnieniu, w którym wpisuje przypadkowy numer telefonu. Kiedy dowiaduje się, że ambasada weryfikuje te informacje w panice zaczyna szukać właścicieli numeru, którzy okazują się robotniczą rodziną mieszkającą w Krysztalnym - mieście specjalizującym się w produkcji kryształowych wyrobów. Dziewczyna ze stolicy musi skonfrontować się z prowincjonalnym życiem, w którym wciąż więcej jest łabędzi ze szkła niż muzyki elektronicznej.

Daria Żuk sprawnie łączy komedię z dramatem. Chęć ucieczki głównej bohaterki została bardzo przekonująco przedstawiona, jednocześnie całość ma pogodny wydźwięk. Reżyserce zależało przede wszystkim na pokazaniu młodej kobiety w czasach transformacji. Dla niej to czasy zmiany, a nie moment apokaliptyczny, jak często przedstawiane są lata 90. w rosyjskiej kinematografii. Żuk bawi łączenie obiektów charakterystycznych dla radzieckiego imaginarium (Lenin we wszystkich możliwych pozach, czerwone gwiazdy, charakterystycznie przyciężka socrealistyczna architektura) z elementami kultury Zachodu, które operują w dużo lżejszych materiałach (dźwiękach, taśmach, ubiorze). Marzenie o wolności rozbija się w Krysztale o fabryczne maszyny, gmachy muzeów i pełne homo sovieticus mieszkania. To bardzo ironiczny portret epoki, w której wszystko, a więc tak naprawdę nic, było możliwe. Udało się na szczęście uniknąć moralizowania. Rozległe procesy społeczne są w filmie Żuk obecne, ale zawsze podpiera je jakaś bardzo ludzka historia.

Umiejętność opowiadania o ludziach jako jednostkach ratuje Kryształ przed zarzutem cukierkowatości. To obraz niezwykle wręcz pogodny, co nie do końca współgra z czasami, o jakich opowiada. Za to dość dobrze odpowiada trendom w rosyjskiej (czy też szerzej rosyjskojęzycznej) popkulturze, która od jakiegoś czasu pozytywnie dowartościowuje swojskość. Bloki, styl a la gopnik i czerwone gwiazdy znów są w modzie. Żuk przejmuje ten język, ale też go rozsadza. Sałatka jarzynowa i tradycyjne wesele może są dla niej sexy, ale już nie patriarchalny stosunek do kobiet czy kultura muzyczna Związku Radzieckiego. Reżyserka stąpa po linie między nostalgią a afirmacją, świetnie oddając czasy przełomu. Całość jest bardzo lekka, ale też niegłupia - w sam raz do oscarowego wyścigu.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook