Ptaszki na uwięzi

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Dzieciństwo to jeden z najbardziej zgranych motywów znanych kinu. Kiedy jeszcze na dodatek sięga po niego debiutantka wszystko wskazuje na brak wyobraźni. Bora Kim swoim Gniazdem kolibra udowadnia, że może być inaczej. Wystarczy zdystansować się od własnych wspomnień i spojrzeć na tamte czasy chłodnym okiem. W ten sposób można znaleźć przestrzeń na stworzenie inteligentnego i w nieoczywisty sposób urokliwego kina.

Eunhee nie uczy się najlepiej, zamiast ślęczeć nad książkami woli chodzić na spacery z chłopakiem. Nie można powiedzieć, żeby była przesadnie zbuntowana, ale jak na standardy Korei Południowej lat dziewięćdziesiątych zdecydowanie nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań. Została wybrana nawet na klasowego lesera, co nie zmieniło jej zachowania, ale pogorszyło jej i tak niską pozycję w domu. To właśnie wymagania stawiane przez rodziny i nauczycieli są głównym tematem debiutu Bory Kim. Oczekiwania szczególnie dotyczą dziewczynek. Nie tylko muszą się dobrze uczyć, ale też być posłuszne, uśmiechnięte i z radością zgadzające się na swoją niższą pozycję. W szkole tego systemu pilnują nauczyciele, w domu zaś bracia. To oni dyscyplinują swoje siostry, żeby nie przynosiły wstydu rodzinie.

W Gnieździe kolibra dzieją się rzeczy straszne, bez względu na pochodzenie dziewczynki doznają przemocy. Bohaterowie co prawda zadają sobie pytanie dlaczego to ich rodzina jest nienormalna, ale nie sposób znaleźć w tym filmie żadnego pozytywnego przykładu. Eunhee spotyka na swojej drodze jedynie jedną kobietę, która nie jest ofiarą przemocy czy też jej sprawczynią. Jej nauczycielka chińskiego, mimo że to inspirująca niezależna kobieta, musiała za tę wolność zapłacić. Zawiesiła studia na prestiżowym uniwersytecie i nigdy nie uzyskała dyplomu.

Ten bezmiar niesprawiedliwości został przez Borę Kim potraktowany z dystansem. Gniazdo kolibra jest filmem wyciszonym emocjonalnie. Trochę pomaga w tym historyczny kostium. Akcja została osadzona ponad dwadzieścia lat temu, co skutecznie pomogło uniknąć wpadnięcia w szufladkę „gorące tematy”. Przede wszystkim to zasługa wybranych środków stylistycznych. Nie jest to typowe slow cinema, ale reżyserka nie boi się i szerokich planów i długich ujęć. Przede wszystkim widać, że Bora Kim lubi zaskakiwać. Można to zauważyć na poziomie scenariusza, który całkiem niespodziewanie potrafi zmienić się z dramatu obyczajowego w kino historyczne, ale też w warstwie formalnej. Przez cały film prowadzone jest kilka wątków i cały czas fluktuują między dramatem, a komedią. Historia zgrabnie meandruje powstając z wydawałoby się przeciwstawnych elementów.

Utrzymanie tego ponad dwugodzinnego filmu zostało złożone na barki debiutantki i nie da się ukryć, że trudno byłoby znaleźć kogoś lepszego niż Ji-hu Park. Nagroda podczas festiwalu Tribeca potwierdza jedynie moje słowa. W pozostałych rolach również trudno znaleźć gwiazdy. Wyjątkiem jest weteran koreańskiego kina In-gi Jeong w roli ojca. Taka obsada to zaleta, chłodne, zdystansowane aktorstwo świetnie komponuje się z formalnym mrozem, którego mistrzynią okazuje się Bora Kim. Gniazdo kolibra to kino, którego siła tkwi w inteligentnym dystansie, ironii, znajdowaniu się w pewnej odległości od bohaterów i ich życia. Pozwala to nie tylko na lepsze zrozumienie, ale też daje twórcom swobodę w zabawie filmowymi schematami. Debiutująca reżyserka w pełni skorzystała z tej możliwości.