Tabsy lecą z nieba, Silvio śpiewa

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Paolo Sorrentino jest jednym z niewielu europejskich reżyserów, na których najnowsze obrazy publiczność czeka z utęsknieniem. Nie można jednak powiedzieć, że zawsze trafia w dziesiątkę. Oni są ciągle strzałem w tarczę, ale nie w jej środek.

Nie warto dać się zwieść zwiastunom, Sorrentino nie kręci biopicu, nawet fałszywego, Silivio Berlusconiego. Gatunek, którym operuje to polityczny heist movie. Akcja kręci się wokół skoku tym razem nie na bank, jubilera czy muzeum, a na uzyskanie dostępu do kogoś, kto sprawuje faktyczną władzę. W Polsce takim obrazem było Ucho prezesa. Diametralnie różne są sposoby uzyskiwania dostępu do Niego. Włosi nie stosują podchodów, by uśpić czujność cerberycznej pani Basi. Po prostu organizują orgiastyczne imprezy z dużą liczbą bardzo ładnych i bardzo młodych dziewczyn. W ten sposób kuszą prezesa/naczelnika/przewodniczącego (niepotrzebne skreślić).Nic więc dziwnego, że Silvio pojawia się w filmie Sorrentino dość późno. W tym labiryncie to on jest Minotaurem - jednocześnie aktorem i nagrodą, zagrożeniem i obietnicą. Tezeuszem jest Sergio Morra, młody i obiecujący przedsiębiorca, któremu marzą się prawdziwe pieniądze. Drogę do potwora zna Kira - migrantka, która rozkochała w sobie cały Rzym.

Pomysł to szlachetny i opakowany w sposób typowy dla reżysera, a więc nie brakuje tu ani wyciszonych, szalenie eleganckich sekwencji, jak i scen barokowego rozpasania. Nie trzeba specjalnie długo przekonywać, że to te drugie zapisują się w pamięci. Jeżeli coś z Loro w ogóle zostanie, to sekwencja napędzanej chemią nieorganiczną imprezy, w której Kasia Smutniak charakteryzowana jest na Wenus z obrazu Boticcelliego, latające w powietrzu tabletki z niezbyt legalnymi substancjami i długi stół pełen ślicznotek. Sporo w Onych zapadający w pamięć obrazów, ale całość nie przypomina zgrabnych uczestników zabaw bunga bunga, a raczej ich potężnych, acz niezbyt przystojnych uczestników. Największe zastrzeżenia można mieć do montażu. Najnowszy film Sorrentino do włoskich kin wszedł w dwóch częściach. Do Polski trafia okrojona pojedyncza wersja międzynarodowa. Oni mają rwane tempo i trudno powiedzieć czy film, którą otrzymujemy jest za długi, bo wycięto część charakterystycznych dla reżysera przestoi w akcji, czy zbyt długi, ponieważ w ogóle je zostawiono.

Mało satysfakcjonujące jest również aktorstwo. Dużo lepiej zaprezentowała się żeńska część obsady. Kasia Smutniak nadaje się doskonale do roli Kiry, a Elena Sofia Ricci niespodziewanie odkrywa u siebie talent dramatyczny. Reżyser znajduje nawet ciekawy sposób na wykorzystanie talentu Anny Bonaiuto, która w ostatnich latach błąka się po włoskich filmach jako przedziwny sobowtór Mariangeli Melato (czasami daje to nieoczywisty efekt komiczny jak w Neapolu spowitym tajemnicą Ferzana Ozpetka). Nieco poniżej talentu jest rola Riccardo Scamarcio, ten zazwyczaj błyszczący na ekranie aktor jest tutaj nieco przygaszony. To chyba nie był jego rok, na szczęście to i tak lepsza kreacja niż ta z kuriozalnej Euforii Valerii Golino. Największym zaskoczeniem jest jednak występ Toniego Servillo. Wydawało się, że w tandemie z Sorrentino jest nie do powstrzymania. Tym razem jednak boleśnie rozbija się o mur Silvia Berlusconiego. Ten wielki aktor niby robi wszystko, co trzeba, by wcielić się w tego trzęsącego Włochami polityka. Jednocześnie nie sprawia, że widzowie stają się choć trochę bliżsi zrozumienia jego fenomenu. Wcześniej Sorrentino z Servillo zdekonstruowali Giulia Andreottiego nadając mu cechy murnauowskiego Nosferatu. Tu takiego klucza wizualnego zabrakło i Silvio może spać spokojnie, jeszcze długo jego wybotoksowany duch będzie krążył nad Italią, skoro nawet takiemu artyście jak twórcy Wielkiego piękna nie udało się go wyegzorcyzmować.

Mimo poczucia niedosytu Sorrentino jest na tyle sprawnym reżyserem, że nie można go po prostu ot tak zignorować. To film oszczędnie posługujący się prawdą i zawierający niespodziewanie głębokie pokłady ironicznego humoru (polecam zwłaszcza scenę z prawdziwą piosenką wyborczą). Reżyser Młodości poniósł tym razem porażkę, ponieważ nie zrozumiał, że rzeczywistości nie zawsze warto przeciwstawiać zmyślenie, zwłaszcza wtedy, kiedy przeciwnikiem jest doświadczony kłamca. Minotaur został cały w swoim labiryncie, a widzom zostają jedynie sceny, w których tabsy lecą z nieba, a Silvio śpiewa.