Tyczka w Leningradzie

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Leningrad tuż po wojnie. Koszmar oblężenia, głodu i zimna już się skończył, ale pozostawił świeże rany. Nie tylko w tkance miasta, ale przede wszystkim w ciałach i duszach ludzi. Wojna zostawiła poważne ślady w Iji, znanej też ze względu na swój wzrost Tyczką. W swoim drugim filmie Kantemir Bałagow przygląda się, często przeoczanej, kobiecej stronie najkrwawszego konfliktu zbrojnego zeszłego stulecia.

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – to wiemy już od Swietłany Aleksiejewicz, której reportaże zainspirowały reżysera. To jednak na tej płci spoczywa posprzątanie po konflikcie. Nie inaczej jest w Wysokiej dziewczynie, tytułowa bohaterka to sanitariuszka pracująca w szpitalu, gdzie leżą ranni żołnierze. Pomaga innym, ale sama nie jest w dobrym stanie. Co jakiś czas zastyga, zatrzymuje się, niemogąc się ruszyć nawet o milimetr. Ija przez jakiś czas samotnie wychowuje dziecko i poza nim nie ma nikogo. Rodziny, kręgu znajomych, pozostaje jedynie w bliskich relacjach z przyjaciółką. Bohaterki zupełnie inaczej radzą sobie z wojenną traumą. Ija jest wycofana, nieobecna i cierpiąca. Nie widać na jej ciele żadnych śladów, za to jej psychika jest roztrzaskana. Z kolei Masza ma blizny, ale kieruje nią bardzo silny popęd życia. Chce zapomnieć o śmierci i dać innym miłość i marzy o dziecku. 

Bałagow skupia się na relacji między kobietami. Bardziej niż rozwój akcji interesuje go psychologiczne napięcie w danej scenie, jak najpełniejsza eksploatacja niemal teatralnych sytuacji. Sprzyja temu forma, kadry są precyzyjnie skomponowane i w swoim stylu niezwykle rembrandtowskie. Oświetlenie niewiele ma wspólnego z naturalnym, przywodzi na myśl to znane z barokowego malarstwa. Łagodny blask, pochodzący nie wiadomo skąd,  podkreśla twarze i sylwetki ludzkie. Tła, zupełnie jak u Rembrandta, toną w umbrze. Paleta barw jest mocno ograniczona i dominuje w niej zieleń i czerwień. Sprzed kamery usunięte są wszystkie nadmiarowe elementy. Reżyser nawet nie próbuje nakreślać kontekstu. Dzięki temu historia jest możliwie minimalistyczna, ale też tym bardziej uderzająca.

Siła Wysokiej dziewczyny wypływa nie tylko z doskonałej warstwy wizualnej, ale też z aktorstwa. Wiktoria Miroszniczenko w głównej roli jest doskonała. Okazała się świetną ekranową katatoniczką, nieco nieobecną, zatrzymaną, zagubioną, znajdującą się w jakimś innym świecie. Doskonale uzupełnia ją Wasilisa Piereligina ze swoją energią, wręcz nadobecnością. Duet gra kontrastowo, ale też zespołowo i cała obsada pracuje na jakość dwóch głównych ról. Pod tym względem to film niemal teatralny, skupiony na aktorze, podporządkowujący wszystkie elementy kreacji odtwórczyniom głównych ról.

Podejmując tak ważny temat społeczny wydawałoby się, że Bałagow powinien sięgnąć po bardziej dokumentalną formę, podkreślającą nawet jeżeli nie prawdziwość to prawdopodobność przedstawionej historii. Reżyser Bliskości celowo tego nie robi znajdując prawdę w artystycznej kreacji. Po nieco niespójnym debiucie wyjątkowo przyjemnym zaskoczeniem jest zobaczenie tak oryginalnej i poprowadzonej żelazną ręką produkcji. Pozostaje czekać na kolejne tak mocne filmowe wypowiedzi.