Wielkie kino w przyciasnych kostiumach

Data:
Ocena recenzenta: 9/10

Festiwal w Wenecji jest jednym z najważniejszych na świecie, mimo jego sławy zdarza się, że pojawiają się na nim filmy, które gdzie indziej nie miałyby szans. Świetnym tego przykładem było zwycięstwo „Zapaśnika”, nagroda dla „Fausta” to potwierdza. Dzieło Sokurowa jest podróżą w niesamowitą rzeczywistość będącą syntezą realiów z czasów w jakich żył Goethe, oraz świata przedstawionego największego dzieła tego autora. Wędrówką hipnotyczną i fascynującą. Co tu kryć, tegoroczny Złoty Lew to potężne zwierzę.

Sokurow sprowadził „Fausta” z niebios na ziemię, nie podjął się wiernej adaptacji, taka byłaby kiczowata. Całość dramatu jest zagrana na bardzo mocnych tonach, wszystko jest tu przerysowane – miłość, cierpienie, szczęście. Goethe już w jednej z pierwszych scen pokazuje spotkanie Mefistofelesa z Bogiem w ten sposób, że losy głównego bohatera są efektem zakładu między dobrem a złem. Opus magnum autora „Cierpień młodego Wertera” łączy w sobie przeciwstawne cechy, romantyczna bombastyczność kontrastuje z cały czas aktualną (można powiedzieć, że coraz bardziej aktualną) refleksją na temat natury ludzkiej. Ekranizacja łagodzi to, co zostało zarysowane zbyt mocno, temperuje rozbuchane emocje, ogranicza do minimum elementy nadprzyrodzone. Tworzy zupełnie ziemską tragedię, a nie boskie igrzysko. To drugie jest niemożliwe, gdyż Boga nie ma. Jest za to zło, uosobione przez diabła – Mauriciusa, pokraczną, groteskową istotę. Świat i bohaterowie są tacy jak ich szatan, niedorobieni, ułomni u podstaw.

Pod pewnymi względami obraz twórcy „Słońca” jest podobny do wajdowskiego „Wesela” - zastosowano podobną metodę adaptacji. Rozbito długie, statyczne sceny, pomieszano je, a słowa z niezwykle rozwleczonych monologów zgrabnie wpleciono w dialogi. Ten film nie startuje jednak w takim tempie jak dzieło mistrza polskiej szkoły filmowej, a powoli opływa widza. Można się oburzać, iż reżyser poczynał sobie zbyt śmiało wybierając tylko to, co mu się podobało, sporej części dramatu w ogóle nie uwzględnił (brak chociażby sabatu czarownic), a trochę dodał od siebie. Moim zdaniem to zaleta, gdyż to, co ciekawe dla współczesnego widza w pierwowzorze nie jest dość mocno zaakcentowane.

Jednak siła „Fausta” nie leży w zręcznym sposobie adaptacji, a w stworzeniu sugestywnego filmowego świata. Poprzez dziwne zdjęcia z ukosa, deformujące obraz mamy wrażenie podglądania przez dziurkę od klucza. Ten obraz balansuje pomiędzy pieczołowitą rekonstrukcją historyczną a oniryczną wizją. Reżyser pragnął jak najwierniej oddać atmosferę czasów współczesnych autorowi dramatu. Film nakręcono na terenie Czech, a tamtejsze zameczki udatnie naśladują ówczesne Niemcy. Stroje, dekoracje, specyficzne oświetlenie, oraz dziwne przekrzywione obrazy widoczne na ekranie budują gęstą atmosferę tajemnicy, widz ma wrażenie obcowania z niesamowitym.

Najnowszy obraz Aleksandra Sokurowa hipnotyzuje, jeżeli jesteście w stanie się poddać jego wpływowi nie zauważycie kiedy miną dwie godziny, jeżeli nie, no cóż, to będzie długa, kinowa męka. „Faust” znakomicie sprawdził się jako sputnikowy aperitif. Głód kina się wzmógł, trzeba mieć nadzieję, że zostanie zaspokojony przez kolejne festiwalowe filmy.

Obejrzano na festiwalu 5. Sputnik nad Polską 2011 pod patronatem Filmaster.pl.
Sputnik nad Polską 2011

Zwiastun:

Interesująca recenzja. Każdy komplement jaki wymieniałeś dla mnie brzmiał jak wada. Skutecznie mnie zniechęciłeś do oglądania. ;)

zgadzam się z Twoją opinią nt. Fausta Sokurowa, ale nie mogę sie zgodzić co do Fausta Goethego ;) Imho ta wielka "tragedia" może sprawiać wrażenie kiczowatej tylko w jakimś kiepskim tłumaczeniu. Zwłaszcza na tle epoki wyróźnia się naturalnością, ironią i świeżością, a myślę, że nawet dzisiaj ekranizacja wierniejsza od tej Sokurowa miałaby szanse na sukces (szczególnie gdyby adaptujący uwzględnił dużo trudniejszą drugą część)

Świetna recenzja. Ja idę na "Fausta" dzisiaj. Jeśli się zdrzemnę, to w doborowym towarzystwie. ;)

@nevamarja dzięki, ciekawe co będzie jak wszyscy wrócicie niezadowoleni ;P
@Elsa co rozumiesz poprzez "epokę", bo tu już w literaturze jest spora niejednorodność. Jeżeli uznać "Fausta" za dzieło romantyczne (a chyba tak należy zrobić) to nie mogę się zgodzić. Romantyzm rozwinął zawarte w tym dramacie pomysły i moim zdaniem nawet na naszym podwórku najwybitniejsze dramaty wieszczów stoją na wyższym poziomie, są co prawda mniej uniwersalne.

Wierniejsza ekranizacja? Tutaj otwiera się cała otchłań możliwości, jednak Sokurow zrobił wersję bardzo swoją. Jeżeli by ktoś zrobił wersję literalnie zgodną z dramatem to tego by się nie dało oglądać, nawet przy czytaniu można się mocno zirytować np. przy monologu brata Małgorzaty, gdy ten gromi ją za, powiedzmy oględnie, spotkanie z ukochanym. Reżyser sprawił, iż Gosia nie jest znowu słodką idiotką jak u Goethego, jej miłość wręcz ocieka infantylnością. Gdyby zekranizować obie części to film trwałby niemożebnie długo.

Ja nie zgodziłbym się z romantyzmem Fausta, to jest jednak dyskusja z oświeceniem, moment klasycystycznego przełomu.

@inheracil Twoją recenzję oceniam zdecydowanie wyżej niż ten film. Nie żałuję, że poszłam, ale to nie jest produkcja dla mnie. Mam teraz poważny problem z oceną. Nie wiem, czy ma być bardziej moja, czy bardziej obiektywna.

Zdecydowanie Twoja. Obiektywna to jest średnia.

Dodaj komentarz