Wilcze dzieci

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Wysoko w górach trenuje stado. To tytułowi Monos, czyli małpy. Grupa nastolatków wychowana do posłuszeństwa i walki, która przetrzymuje zakładniczkę dla swojej matycznej organizacji. Widzowie poznają Monos w czasie treningu - wydają zwierzęce dźwięki, a ich ciała zderzają się podczas zapasów. Ćwiczenia prowadzi niski mężczyzna o indiańskich rysach. Dyscyplinuje młodych, wprowadza rygor i odjeżdża. Nastolatkowie zostają sami w górach, pośród morza chmur, z ustaloną na nowo hierarchią i świeżo poznaną towarzyszką - krową Shakirą. Udomowione zwierzę, zestaw quasi żołnierskich zasad i radio - tylko tyle łączy ich ze światem współczesnej cywilizacji. Wątła to więź i prędko zostaje naruszona. 

Alejandro Landes pokazuje proces tworzenia się plemienia. Formowania nowej mikrokultury. Z własnymi rytuałami, zasadami i hierarchiami alternatywnymi dla współczesnej cywilizacji. Tutaj powinny znaleźć się odwołania do Władcy much Williama Goldinga i Jądra ciemności Josepha Conrada, jednak zdaniem niżej podpisanego to przykład inteligenckiego upupiania. Monos broni się i bez tej intelektualnej otoczki. Przede wszystkim dlatego, że idzie pod prąd psychologicznej tradycji, z której chcąc nie chcąc wyrastają wymienieni autorzy. Nie tylko brak tu spektakularnego zrzucenia kulturowych masek, ale i sama psychologia postaci należy do niestandardowych. Bohaterowie filmu nie odkrywają ciemności w swoich wnętrzach dlatego, że wnętrze jest tu tożsame z zewnętrzem. Behawioralne obrazowanie uniemożliwia zastosowanie kategorii moralnych właściwych dla społeczeństw, gdzie usankcjonowana została autonomia jednostki. Ta nie jest uznawana przez nastolatków, ci nie mają nawet imion, tylko pseudonimy i są w pierwszej kolejności członkami stada. Pytania o moralną słuszność ich czynów (a chodzi również o zabójstwa) jest nie na miejscu, ponieważ pochodzi z zupełnie innego porządku, w ogóle nieprzystającego do ekranowej rzeczywistości.

Przeciwko psychologizmowi zwraca się nie tylko warstwa literacka filmu. Wspierają ją zdjęcia i muzyka. Landes wraz z operatorem Jasperem Wolfem zrobili wszystko, aby obraz był sprawnym narzędziem narracyjnym, ale równocześnie stał się możliwie autonomiczny i niósł niezależne treści. Twórcy odważnie grają z kinowymi konwencjami wybierając niemal zawsze tylko dwa rodzaje planów: ogólny i zbliżenie. W pierwszej części Monos pełno szerokich kadrów. Z górskimi szczytami i kłębiącymi się wokół nich chmurami zestawione są postaci ludzkie, niewielkie i mało znaczące. Często chwilę później następuje zbliżenie, w którym brzegi kadru bez litości tną ciała aktorów. Fragmentaryczność konfrontowana jest z totalnością tak odległą, że aż abstrakcyjną. Te zderzenia są bardzo gwałtowne, a atmosferę niepokoju potęguje frenetyczna muzyka Mica Levi. To obraz bardzo precyzyjnie zrealizowany umiejętnie balansujący między formalną osobnością, a przystępnością. Nie jest to produkcja, którą przełknie każdy zjadacz popcornu, jednak nie da się ukryć, że próg wejścia został ustanowionony niżej niż w pozycjach z półki "filmowy neomodernizm". O ile od literackich skojarzeń lepiej się odcinać, to warto przywołać dwa wizualne punkty odniesienia. Z Piękną pracą Claire Denis obraz twórcy Porfiria łączy zainteresowanie cielesnością i ruchem. Z kolei druga część filmu przypomina Pozdrowienia z Raju Brillante Mendozy, z obecną tam atmosferą osaczenia, naturalizmem i kamerą umieszczoną tak blisko bohaterów, że aż boli.

Podobnie jak u Mendozy w Monos dzieje się zaskakująco dużo i mimo że jak na kino artystyczne słychać podczas seansu wyjątkowo dużo strzałów nigdy nie staje się konwencjonalnym thrillerem. Można się uprzeć i wyciągnąć z tego filmu wyłącznie szkielet fabuły, czyli porwaną Amerykankę i przetrzymującą ją grupę partyzancką, na podstawie, którego mogłaby powstać hollywoodzka produkcja. Z czegoś tak prostego Landes nakręcił obraz oryginalny, zaskakujący i niekiedy tak intensywny, że aż wbijający w fotel. Powstało kino nieszablonowe, ale też niepokojące i drażniące, jednak przede wszystkim satysfakcjonujące zarówno estetycznie jak i intelektualnie.