Wizualna zemsta

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Jeżeli w czasie kłótni chłopak cię spoliczkuje, to czy możesz mu wybaczyć? Mia twierdzi, że nie. Dlatego postanawia się zemścić. Idealnym narzędziem wydaje się dla niej seks-taśma. Chce nagrać to jak kocha się z innym mężczyzną, ponieważ wie, że nic tak nie zaboli chorobliwie zazdrosnego (eks)chłopaka.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Mia jest początkującą aktorką i nie widzi w takiej roli niczego strasznego. Jej koledzy z Akademii, mimo że chętnie by się z nią przespali, to na udział, nawet w domowym, porno nie mają zbyt dużej ochoty. Dziewczyna nie należy do najlepszych negocjatorek. Stawia swoim partnerom ultimatum, seks, ale tylko przed kamerą. Nie rozmawia z nimi o tym wcześniej. Ten twardy sposób negocjacji sprawia, że zamiast szybko sporządzonego domowego wideo dostaje nagrania dziwacznych rozmów, w czasie których mężczyźni wiją się jak piskorze, żeby jej odmówić, a jednocześnie skończyć w łóżku. Dziewczyna niezrażona porażkami kontynuuje swój wizualny projekt. Zaczyna traktować kamerę jak narzędzie terapeutyczne, nagrywa monologi odnoszące się do swoich emocji i rejestruje rozmowy z koleżankami.

Film staje się dla Mii częścią życia i to inną niż do tej pory. Chce dotrzeć do jakiejś prawdy, a nie do kreacji. Bogdan Theodor Olteanu robi wszystko, żeby widzowie myśleli, iż mają do czynienia z uchwyconym życiem, a nie kinową fikcją. Dialogi są potoczyste i emocjonujące, ale też często improwizowane. Aktorstwo jest nieprzesadzone, bardzo naturalne i mocno odróżniające się od teatralnego, które w ramach fabuły również się pojawia. Ze środka długich ujęć po godardowsku wycięto zbędne fragmenty. Dzięki temu zachowany zostaje ich wartki rytm, utrzymując iluzję naturalnej ciągłości.  Wizualnie film dynamizują także zdjęcia w paradokumentalnym stylu, które mają być nagrane przez bohaterkę. Realizacyjnie to obraz delikatnie nowofalowy, któremu udaje się zgrabnie symulować prawdziwość poprzez wychodzenie poza najbardziej utarte konwencje obrazowania.

Młody zespół pręży przed kamerą swoje aktorskie muskuły. Olteanu poprowadził aktorów właśnie jak drużynę, są wyjątkowo dobrze zsynchronizowani i grają na wspólne, a nie tylko na własne konto. Wyróżnia się oczywiście Ioana Bugarin w głównej roli. W jej Mię, dziewczynę z dobrego domu, która zawsze miała wszystko, więc proszenie o cokolwiek jest trudne, bardzo łatwo uwierzyć. To jej pierwsza większa kreacja, podobnie jak większości pozostałych aktorów. Reżyser Kilku rozmów o bardzo wysokiej dziewczynie postawił na młodość i dobrze na tym wyszedł.

Mia pragnie zemsty nie jest filmem, który cokolwiek zrewolucjonizuje. To przyjemny, bezpretensjonalny obraz. Bez gigantycznych ambicji, ale za to wyróżniający się ironicznym poczuciem humoru i swobodną, wyjątkowo lekką formą. To druga produkcja Olteanu, a te powszechnie uważane są za trudniejsze niż debiuty, więc prognozy na przyszłość są ostrożnie optymistyczne.