Nocny marek

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Jim Jarmusch da się lubić. Chociaż dla szerszej publiczności kompletnie nieznany to przez osoby, które choć raz zetknęły się z jego kinem wpisany na listę ulubionych twórców. Bo coś w jego produkcjach jest. Obejrzysz jeden jego obraz, będziesz wołał o więcej. Tak przynajmniej było w moim przypadku. A wszystko zaczęło się od „Broken Flowers”. Oczywiście nie napiszę, że całość jego twórczości przypadła mi do gustu. Bądźmy szczerzy, raz było lepiej, drugim razem gorzej, ale jedno jest pewne, obok kina Jarmuscha nie można przejść obojętnie. Nie tak dawno Kamson namawiał do obejrzenia „Mystery Train”, dziś ja namawiam do „Nocy na Ziemi”.

Film składa się z pięciu historii, jakie miały miejsce tej samej nocy, chociaż w różnych strefach czasowych. Wspólnym mianownikiem jest rozmowa no i jakby nie patrzeć taksówka. Bo to właśnie ten środek transportu jest dobrym miejscem na zawarcie przelotnej znajomości i rozmowy. Rozmowy o wszystkim, o życiu po prostu. Każdą z tych opowieści śmiało można zatytułować. I tak też zrobiłem...

Gwiazda filmowa
Los Angeles. Młoda dziewczyna jako taksówkarz. Pasażerem okazuje się agentka filmowa z Hollywood. Poszukuje kandydatki do roli w filmie. W oko wpada jej siedząca za kierownicą dziewczyna. Czy zechce zostać gwiazdą filmową?

Emigracja
Nowy Jork. Helmut pochodzi z Niemiec. Kiedyś clown, obecnie taksówkarz, chociaż prowadzenie samochodu zdecydowanie mu nie wychodzi. Pasażerem zostaje mężczyzna o imieniu Yo Yo. I to on uczy Helmuta jak jeździć, no i oczywiście jak żyć w wielkim mieście.

Niewidomi
Paryż. Czarnoskóry mężczyzna pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej jako taksówkarz. Niewidoma kobieta na tylnym siedzeniu. Kierowca jest zafascynowany kobietą. Pełen podziwu. Jak się okazuje to ona widzi więcej niż on.

Grzechy młodości
Rzym. Pasażerem okazuje się ksiądz. Kierowca taksówki korzystając z okazji postanawia się wyspowiadać. Młodzieńcze wybryki przyprawiają duchownego o zawał serca.

Zawsze może być gorzej
Helsinki. Tym razem mamy do czynienia z pasażerami. Trzech mężczyzn po nocnej libacji. Jeden z nich właśnie stracił pracę, nowy samochód, a nastoletnia córka jest w ciąży. Ale jak się okazuje historia taksówkarza jest smutniejsza.

Z pewnością każdy z Was upodoba sobie jakąś jedną nowelę. Mnie najbardziej spodobała się ta druga. Są to zróżnicowane historie, humor przeplata się z dramatem. Każdy znajdzie coś dla siebie. Na pochwałę zasługuje fakt, że bohaterowie tych opowieści posługuję się właściwym danemu miejscu językiem. I tak oto w Rzymie mówi się po włosku. Całe szczęście nie słyszymy jedynie współczesnej łaciny.

W „Nocy na Ziemi” Jarmusch zabiera nas w podróż po pięciu miastach, w wędrówkę po miejscach, chociaż różnych kulturowo, podobnych pod względem postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. Pięć miejsc, pięć światów, ale jednak wciąż te same problemy. Reżyser wcale nie moralizuje i chwała mu za to. To od Ciebie zależy czy coś wyniesiesz z seansu. I wcale nie musisz doszukiwać się między wierszami ukrytych znaczeń. Przemyślenia nawiną się same, a chociażby nawet i nie to frajdę z oglądania „Nocy na Ziemi” mieć powinieneś.

Jarmusch ukazał relacje taryfiarz-pasażer. We wnętrzu taksówki panuje specyficzna atmosfera, swego rodzaju intymność. Nikt nikogo nie pyta o imię. Niby sobie obcy, to jednak na czas kursu bliscy. Mówią to, co akurat w danej chwili przyjdzie im do głowy. I ta nutka niepewności. Nigdy nie wiadomo, kto usiądzie na tylnym siedzeniu. Będzie miły, czy chamski, rozmowny czy milczący, dopóki drzwi się nie zatrzasną nie będą mieli okazji o tym się przekonać. Panorama charakterów i o to właśnie chodzi.

Co do strony technicznej, samego wykonania nie można się przyczepić. Świetnie ukazano nocne pejzaże miast no i aktorstwo, które nie razi. Ale co będę przeciągał. Ja się zabieram za kolejne filmy Jarmuscha, a Ty za „Noc na Ziemi”.

Wcześniej opublikowano na: www.kinomaniaki.com