kocio

napisał o Wstyd

Wstydu nie ma - film spójny, ma powolne tempo i klimacik, więc oglądało mi się dość przyjemnie, wbrew obawom. Nie czuję jednak po co powstał, opis samotności w wielkim mieście (a już zwłaszcza w Nowym Jorku!) to coś w pobliżu banału. Rozumiem, że bohaterowi jest źle, ale obraz powierzchownego sukcesu prowincujsza niczym mnie nie zaskakuje. Najładniej o tym zaśpiewała jego siostra - "New York, New York!" na smutno i intymnie, a nie triumfalnie i z big bandem. Wydaje mi się, że to jest główny motyw filmu, który jednak jest mało widoczny przez jawną erotykę. Więcej jest pięknej muzyki, choćby ta przy bieganiu nocą. Co do erotyki - od czasu "Pillow book" zaskakuje mnie jak mało jest męskiej nagości w kinie, zwłaszcza w porównaniu z kobiecą, a w tym filmie też wcale nie jest zbyt odważnie. Tabu trzyma się mocno. Irytowało mnie, że bohater tak łatwo nawiązuje erotyczne napięcie z przypadkowymi kobietami w metrze. Owszem, Fassbender jest przystojny, ale z taką miną?! No bez przesady...