kocio

napisał o Pani z przedszkola

Jak to się stało, że o tej polskiej perełce nawet nie słyszałem?! Ale dziś to nadrobiłem i czuję się syty doskonałej stylizacji, pięknych kadrów, sympatycznie ukazanego erotyzmu, a przede wszystkim humoru wobec trudnych, biograficznych problemów. O wiele lżejsze niż u pokrewnego Miauczyńskiego/Koterskiego. Wspaniale użyta animacja uzupełnia ten komplet, i jak zwykle pozwala przybliżyć widzowi wyobraźnię dziecka, gdyby już o niej zapomniał. Są i niekonsekwencje: wydaje mi się, że bohater (zwłaszcza jako kilkulatek) za dużo wie o życiu rodziców poza domem, a niby skąd? Jednak przeważa wizja reżyserska, trochę rubaszna i miejscami zaskakująca (piercing w latach 80.?), ale pełna życia i - dosłownie - kolorów. Na deser jeszcze zabawne dialogi i twórcze wykorzystanie muzyki - Chopin przy scenie biesiady, albo fortepianowe tremolo nawiązujące do widocznych na ekranie łaskotek... Smakowało mi, mam nadzieję, że jeszcze usłyszę o filmach na razie dla mnie anonimowego Marcina Krzyształowicza.