[31WFF] Życie i cała reszta – Bracia Staronia, izraelska Barash i zbawienie Wyrypajewa

Data:

Tak się złożyło, że jednego dnia jeden po drugim obejrzałam filmy w jakimś stopniu egzystencjalne, a jeden o wymowie wręcz metafizycznej (no dobra – teologicznej). Jeden to dokument o ponad 80letnich braciach, którzy wrócili do Polski w późnych latach ’90 po tym jak w latach 30’ zostali wraz z rodziną wywiezieni w głąb Rosji. Drugi opowiada przełomowy moment z życia izraelskiej 17latki, która mierzy się z pierwszą miłością, pierwszym większym rozczarowaniem, odkrywa siebie i możliwości, które niesie świat. Trzeci z nich to historia 25letniej katolickiej zakonnicy wysłanej przez zakon z misją do parafii w Tybecie. Z powyższej trójki moimi faworytami są bracia Kułakowscy, choć nie powiem, że nie oglądałam z przyjemnością panoram Himalajów. Ale jak dla mnie – za wysoko.

Polska filmowym matecznikiem poszukujących/kuszonych zakonnic

W „Zbawieniu” jest wszystko co kocham – góry i ciekawe rozmowy z niebanalnymi ludźmi – oprócz wymowy. Jakkolwiek dałoby się go zgrabnie zinterpretować niereligijnie, nie jest to chyba intencją jego twórcy (biorąc pod uwagę ostatnie słowa protagonistki). Mogę jednak napisać, że historia katolickiej młodziutkiej mniszki, która spędza kilka dni w Tybecie, to film-medytacja, film-introspekcja, poza tym film drogi. Wyrypajew udatnie pokazał miejsce spotkania wiary chrześcijańskiej z filozofią Wschodu. Główna aktorka świetnie radzi sobie w scenach, gdy nie musi nic mówić. Gdy się odzywa jest koszmarnie bezbarwna. Być może było to jednak intencją reżysera. Powoduje, że scena rozmowy zakonnicy z napotkaną turystką, którą gra Karolina Gruszka, wypada dziwacznie; tak samo jak rozmowa z amerykańskim muzykiem podającym się za członka U2 - zespołu, którego nazwa nic nie mówi polskiej zakonnicy. Ale przecież zakonnica w Tybecie jest już nie na miejscu. Ponadto, rozmowy z turystami z Zachodu są groteskowe. To nie one są tu istotne. To, co najważniejsze nie jest powiedziane, lecz jest przeżyte przez bohaterkę. Oderwana od świata Anna dzięki (a może raczej wbrew) przypadkowym spotkaniom i rozmowom, ale też poddając się magii miejsca (dzieje się, dzieje) odkrywa ważne prawdy, które prowadzą ją wprost w objęcia (jeszcze silniejszej?) wiary.

Życie zaczyna się po 80tce

Ile razy człowiek rozpoczyna życie? Czy mamy wpływ na to, co daje los? Jak żyć, szczególnie w ekstremalnie trudnych sytuacjach? Dobrze znają odpowiedź na te pytania starsi bracia dwaj – Alfons i Mieczysław, których los ciężko doświadczył, gnając przez Rosję, do Kazachstanu, z którego wrócili w sędziwym wieku. Ale we dwóch. Cały świat wokół nich się zmienił, a oni wciąż razem. Nierozłączni. Bliscy, którzy ich otaczali, żyją już tylko w ich pamięci i na filmach, które zachowały się z tamtych czasów. W latach ’90, mając ponad 70 lat (dzieli ich 3 lata różnicy wieku), wrócili do Polski, żeby zacząć wszystko od nowa. Jeden z nich to wiecznie młody duchem, szczupły i gibki malarz, a drugi – to trochę mniej sprawny, bardziej pragmatyczny były kartograf. Wciąż cieszą się życiem, małymi przyjemnościami takimi jak spacer po lesie i dużymi sukcesami jak wystawa pejzaży namalowanych przez Alfonsa zorganizowana w Brukseli. Umieją podnosić się i iść dalej. Sztukę życia opanowali do perfekcji. Bóg nie da, jeśli o coś nie poprosisz.

Lesbian sex, drugs & swedish electro pop

Naama Barash ma 17 lat i chyba trochę się nudzi. Wilkiem patrzy na swoją rozkrzyczaną rodzinę. Nie za bardzo ma pomysł na siebie. Snuje się ze swoimi koleżankami, w poszukiwaniu alkoholu, marząc o wzięciu narkotyków. A tu nagle.. los zsyła do jej szkoły dziewczynę, która da jej wszystko, czego potrzebuje, a nawet więcej. Naama dorośnie boleśnie dostając przy tym po głowie. Nie umiem dostrzec w tym filmie niczego więcej niż kolejnego filmu o dojrzewaniu. Nie ma w nim nic szczególnie wyjątkowego. Może tylko to, że w Izraelu mniejszym problemem dla wszystkich jest gdy dziewczyna gustuje w dziewczynach (czego do końca nie wiemy, bo to pierwsza miłość Barash) niż gdy jej chłopak jest arabskiego pochodzenia. W Polsce jeszcze do końca tego nie czujemy.

Filmy widziałam na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym.