"Chłopaki mojego życia" - zrujnowali mi marzenia.

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Opowieść o tym jak dziecko zrujnowało życie, jak marzenia zostały tylko i wyłącznie marzeniami i o przedwczesnym, wymuszonym dorastaniu.

Fabularnie dość konwencjonalna historyjka o problemach wynikających z ciąży we wczesnym, wręcz dziecięcym wieku.

Głównej bohaterce, Beverly, będącej ofiarą własnych błędów zesłano dziecko do urodzenia i męża - narkomana.Przez co nawet jej ukochany ojciec się od niej odwrócił.
Jednak to nie tak miało wyglądać, Beverly miała wielkie plany ukończenia studiów i zrobienia pisarskiej kariery.

W filmie obserwujemy dojrzewanie Beverly, ale tak naprawdę cały czas towarzyszy jej coś z dziecka. Dziecka niespełnionego, z zadeptanymi marzeniami, samotnego, bo nawet nie prawdziwie akceptowanego przez rodzinę.

Historia jest opowiedziana obiektywnie, nie potrafię do teraz się opowiedzieć za którąkolwiek racją, czy bohaterka jest usprawiedliwiona za swoje błędy z powodu bardzo trudnego dzieciństwa czy też mimo wszystko błędy to błędy, i to tylko ona i jej rozgarnięcie są winne jej sytuacji.
Osobiście mnie 'niszczyło' poczucie niesprawiedliwości, frustracji dla dorastającej matki - poszkodowanej przez najbliższych ludzi.

Czasem film się niemiłosiernie dłużył, ale nie pozwalał odejść od ekranu. Chwilami jednak był niesamowicie uroczy.
Popłakałam się przy ostatniej scenie, wprost niepozornej i generalnie mało łzawej. W tle leciał utwór The Everly Brothes "All I Have To Do Is Dream".
I w właśnie nucie jest zawarty cały klimat filmu, melancholijny i sentymentalny. Wołającym za miłymi marzeniami.

Za przebłyski urokliwości , z sercem daję 7/10.

Zwiastun: