Miałem się bać, tak?

Data:
Ocena recenzenta: 1/10
Artykuł zawiera spoilery!

Uwaga, spojler. Ale możecie przeczytać, żeby nie musieć samemu tego oglądać.
Akcja filmu dzieje się w małym turystycznym miasteczku nad jeziorem, w czasie ferii zimowych wiosennych. Cała fabuła (i tutaj uwaga, nie dajcie się zwieść tytułowi!) obraca się wokół tak naprawdę trzech wątków - głównego, jakim jest kręcenie filmu pornograficznego, oraz dwóch pobocznych - historii trudnej miłości nieletniego frajera z śliczną, nieletnią brunetką, oraz problemów egzystencjalnych jego matki, której mimo, że jest szeryfem, nikt się nie chce słuchać.

Gdzieś w tle przewijają się jeszcze prehistoryczne piranie-zombie, które przetrwały dwa miliony lat zamknięte w jaskini, zjadając siebie nawzajem, a które człowieka potrafią zjeść w czasie dziesięciokrotnie dłuższym niż zwykłe, współczesne Pygocentrus nattereri, za to w nieporównywalnie efektowniejszy sposób. Mają też dość niezwykłe właściwości - takie jak wstrzykiwanie ofierze specjalnego jadu, który sprawia, że choćby nie wiem jak wiele niezbędnych dla życia organów zostało zjedzonych, czy jak mocno ofiara się wykrwawiała, nie tylko nie umrze, ale wręcz zachowa przytomność aż do następnej sceny. Najczęściej wyzwala to histeryczne wrzaski, oraz uporczywe gapienie się w odgryzioną część ciała. Ale to tylko tło dla właściwej historii.

Jednak mimo wątpliwej wagi tego wątku, poświęcono mu zadziwiająco duży procent filmu. Praktycznie od początku przeplata się on w proporcjach pół-na-pół z motywem planu pornosa, przy czym jest to zrobione w taki nużący sposób, że w momencie, kiedy kamera wędruje ze statku, wokół którego pływają dwie nagie, długonogie długonogi, na plażę, gdzie dokonuje się właśnie zmasowany atak wygłodniałych piranii, natychmiast chce się, żeby wróciła z powrotem. A kiedy wreszcie to robi, nagle człowiek orientuje się, jakie oglądanie rozszarpywanych na kawałeczki homo-harenas było w porównaniu z tym fascynujące...

W ogóle, to najfajniejszym elementem filmu były trójwymiarowe zdjęcia 18-tek w bikini.

Jeśli fascynują Cię nagie cycki w trzech wymiarach (i masz telewizor/projektor/prywatne kino 3D), od biedy możesz ten film obejrzeć. Jeśli szukasz zabicia nudy - odradzam. Jeśli uda Ci się jakimś cudem nie zasnąć, to przeżyjesz katusze jakich mało. Jeśli szukasz porządnej dawki emocji - odradzam. Już 2012 bardziej mnie wciągnęło. Jeśli szukasz strachu - to też nie dla Ciebie. Mnie udało się twórcom co najwyżej zniesmaczyć.

A, i nie obejrzałem do końca - nie wytrzymałem wyszedłem, żeby nie zasnąć wyszedłem, żeby się nie porzygać wyszedłem, bo musiałem się spakować na WordCamp. Ale nie żałuję. Wyjścia. Nie seansu.