your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Dwie Franciszki


Franciszka Ksawera Cabrini była pracowniczką socjalną wysłaną przez Watykan do Stanów, której zadaniem było polepszenie warunków bytowych włoskich imigrantów w Chicago i Nowym Jorku pod koniec XIX wieku. Swoje zadanie wypełniła dzielnie, budując setki sierocińców, przedszkoli, szkół i szpitali. Do dziś wiele tego rodzaju placówek nosi jej imię. Za swoje zasługi została w 1946 roku kanonizowana przez Kościół Katolicki, a konkretnie przez papieża Piusa XII.

Rumuński film nie opowiada jednak o świętej Franciszce. Opowiada o trzydziestoletniej mieszkance Bukaresztu pragnącej, jak wiele jej rówieśniczek, zmienić swoje życie poprzez emigrację do Włoch. Jej marzeniem jest założenie tam przedszkola dla rumuńskich emigrantów. Praca jaką załatwia jej znajomy matki okazuje się jednak znacznie poniżej jej oczekiwań. Ma opiekować się "chorym na alzheimera czy tam parkinsona, wszystko jedno" staruszkiem zamieszkałym na przedmieściach Mediolanu.

Nawiązanie do świętej w tytule filmu jest kluczem do jego przesłania. Reżyser wydaje się sugerować, że Włosi, szczególnie zwolennicy prawej strony tamtejszej sceny politycznej, z Alessandrą Mussolini na czele, zdążyli już zapomnieć o upokorzeniach jakie spotykały emigrantów z Italii w Stanach Zjednoczonych i innych krajach do których podążali oni za chlebem i lepszą przyszłością. Teraz, gdy bez zażenowania chcą pozbyć się ze swojego kraju przybyszów z Rumunii, przypomina im, że jeszcze niedawno sami byli emigrantami.

Na szczęście jednak Bobby Paunescu nie decyduje się na prostą rolę oskarżyciela. W swoim filmie bezczelnie wyśmiewa się wprawdzie z włoskiej elity politycznej, dla której Rumuni to "przestępcy mający zbrodnię we krwi", ale równie wiele uwagi poświęca na ośmieszenie zaściankowych mieszkańców Bukaresztu, którzy Włochów winią za wszelkie nieszczęścia jakie spotykają ich rodaków za granicą, a zamiast ludzi widzą w nich ukrywających się pod płachtą macho zwyrodnialców czyhających tylko aby brutalnie wykorzystać ich piękne krajanki.

Francesca może być terapią zarówno dla marzących o lepszym życiu Rumunów jak i dla nieufnych wobec imigrantów Włochów. Tym pierwszym tłumaczy, że największe niebezpieczeństwa czyhają czasem we własnym kraju, a wrogiem jest głównie własna pazerność i bezmyślność. Tym drugim objawia drugą stronę medalu, pokazując mozolny proces przygotowań do wyjazdu, wszystkie małe i wielkie poświęcenia i dramaty, stojące na drodze do ziemi obiecanej, jaką jest dla Rumunów wielu Italia.

Ten ciężki proces obalania mitów i niebywała trudność w porozumieniu dwóch sąsiadujących przecież ze sobą od wieków narodów, przypomniał mi nieco tezy wysuwane przez Michaela Haneke w świetnym Kodzie nieznanym. Smaczku dodaje tu fakt, że grająca tam rumuńską żebraczkę na ulicach Paryża, rewelacyjna Luminita Gheorghiu, w filmie Bobbiego Paunescu wciela się w matkę Franceski i zarazem jej jedyną sojuszniczkę w sprawie wyjazdu.

Francesca jest kolejnym reprezentantem trendu zwanego przez niektórych krytyków Rumuńską Nową Falą. To kolejny już w ciągu ostatnich lat obraz z tego kraju charakteryzujący się przede wszystkim realizmem i minimalizmem. Zupełny brak muzyki (oprócz początkowych i końcowych napisów), duszna atmosfera, słabe oświetlenie (a często jego brak) i długie, niekończące się (co nie zawsze wydaje się uzasadnione) ujęcia sprawiają, że nie jest to film, który ogląda się łatwo i przyjemnie. Jeśli liczycie na piękne plastyczne zdjęcia rumuńskiej przyrody, również muszę was zmartwić -- tu ich nie znajdziecie (polecam za to film Katalin Varga). Paunescu nie wydaje się być zainteresowany filmem jako sztuką, a przynajmniej nie jest to jego głównym celem. Chce opowiadać o ważnych dla niego sprawach, w taki sposób, aby jego głos został usłyszany i zrozumiany. A przekazać chce rzeczy proste, można je streścić jednym zdaniem: nie kieruj się uprzedzeniami, pamiętaj o swojej historii.

---

Miałem szczęście być na pokazie Franceski odbywającym się podczas East End Film Festival w Londynie. Po seansie reżyser Bobby Paunescu opowiadał o powstaniu swojego filmu i odpowiadał na pytania z widowni. Udało mi się nagrać dwa klipy wideo z jego wypowiedziami. Niestety jakość obrazu jest fatalna, ale dźwięk daje radę, więc odważnych zachęcam do posłuchania.

Paunescu mówi o lokalizacjach, jakie wykorzystał przy kręceniu filmu:

oraz o samym problemie dyskryminacji Rumunów i innych mniejszości we Włoszech:

- niestety ten drugi filmik kończy się przedwcześnie z powodu padu baterii w moim tanim aparacie. A szkoda, bo rozmowa z reżyserem była bardzo ciekawa, powiedziałbym że nawet ciekawsza niż sam film.

Tak Paunescu wyglądał gdy zadziałał mi flash w aparacie:

W tym kontekście cieszę się, że któryś z kanałów filmowych puszcza wielokrotnie "Śmierć pana Lazarescu" - dzięki temu nie tylko go obejrzałem (na WFF-ie nie chciałem), ale też zdążyłem poczuć ten klimat i mniej więcej sobie wyobrażam na czym ta Nowa Fala polega.

Puszczają też "12:08 na wschód od Bukaresztu" (a to akurat widziałem jeszcze na WFF-ie), która jednak jest zdecydowanie komedią obyczajową, ale w podobnie bliskiej realizmu i dość minimalistycznej konwencji (główny wątek to "gadające głowy" w zapyziałym studiu lokalnej telewizji).

Tylko tyle wiem o rumuńskiej kinematografii ostatnich lat, ale fajniej mieć jakieś skojarzenia niż nie mieć. =}

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook