Film - głos narodu

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Zacznę od wad. "Nikt nie rozumie perskich kotów" zostało nakręcone przez 17 dni i to widać. Film jest poszatkowany. Są w nim fantastyczne sceny, wybitne zdjęcia, cudowny klimat, ale nie są one ze sobą posklejane, nie tworzą dobrze oglądającej się całości. Niektóre obrazy wydają się zupełnie nie pasować do reszty, nie są konsekwencją tego co działo się wcześniej, ani nie zwiastują ciągu dalszego. Wydają się -- i nie zabrzmi to sympatycznie dla montażysty -- (pseudo)losowe. Jakby ich zadaniem od początku było jedynie wypełnianie luk.

No dobrze, ale o czym jest ten film? Właściwie to nie film tylko podróż. Podróż przez współczesny Iran. A dokładnie przez jego podziemia: te dosłowne -- w piwnicach -- i te metaforyczne -- na dachach domów, w ciasnych mieszkaniach, nawet w oborach.
Podróż odbywamy śledząc parę muzyków, dopiero co wypuszczonych z więzienia (co nadaje filmowi już na samym początku kontekst polityczny), którzy próbują pozyskać nowych muzyków do reaktywowanego właśnie zespołu, przed wyjazdem na międzynarodowe tournée. W tym samym czasie, ich kolega, drobny cinkciarz i kombinator, próbuje załatwić im nowe wizy i paszporty, w czym pomaga mu guru czarnego rynku, starzec kochający muzykę oraz "pirackie" filmy z Nicolasem Cage'em.

Fabuła -- bez której film mógłby się bez problemu obejść -- jest tu nie tyle spoiwem, co raczej usprawiedliwieniem dla kamery, która dzięki zabieganiu bohaterów jest w stanie zabrać nas na prywatny przegląd irańskiej undergroundowej sceny muzycznej. To nie fabuła a właśnie muzyka, płynąca prosto z serca, grana mimo niemożności jej wydania i dotarcia do szerokiego grona słuchaczy jest powodem, dla którego Ghobadi odebrał w 2009 roku specjalną nagrodę jury w konkursie Un Certain Regard na festiwalu w Cannes.

A wspaniałych pieśni mamy w tym filmie bez liku. Jak ta śpiewana przez natchnionego non-konformistę w przedszkolu, ze słowami tak bardzo nieodpowiednimi dla przedszkolnej widowni... Albo hip-hopowy utwór wykonany i sfilmowany na dachu konstrukcji w centrum stolicy Iranu, przedstawiający Teheran tak, jakby był jakąś zapomnianą dzielnicą Londynu czy Nowego Jorku, brutalną, pełną nienawiści, ale też piękną, bo własną... I jak metalowy protest-song wyryczany w oborze, ku zdumieniu zdezorientowanych krów... Czy też końcowa ballada, przygotowywana i nucona przez dwójkę głównych bohaterów przez cały film....
I o ile fabuła sklecona jest na szybko i chyba na siłę, to muzyka jest autentyczna i przejmująca. Teksty o wolności, strachu i nadziei przypomniały mi polski underground z lat 80-tych: Brygadę Kryzys, scenę punk-rockową, ale też poezję śpiewaną przez Jacka Kaczmarskiego czy Przemysława Gintrowskiego. Film Ghobadiego jest głosem generacji, stłumionym przez reżim Ahmadineżada. I choćby dlatego warto go obejrzeć, a przede wszystkich posłuchać.

Bardzo chciałem, żeby ten film był wybitny. Tak bardzo, że -- do pewnego stopnia -- udało mi się ominąć w odbiorze jego liczne ułomności. Obiektywnie jednak, nie jest to dobry kawałek kina. Montaż jest chaotyczny i niezdarny, aktorstwo kiepskie. To drugie jest zresztą zrozumiałe, mając na uwadze fakt, że w Iranie brak profesjonalnych aktorów. Muzycy, których oglądamy w filmie grają siebie. Dobrze wychodzi im to tylko gdy śpiewają -- przygotowane specjalnie na potrzeby filmu teledyskowe wstawki to najbardziej elektryzujące momenty seansu. Gorzej, jak muszą grać.

"Nikt nie rozumie perskich kotów" (tak, w filmie faktycznie jest dużo kotów, co nie zmienia faktu, że ja nadal nie rozumiem tytułu) to film, który nie może być oglądany w oderwaniu od politycznego kontekstu. Nakręcony został w konspiracji, w ciągu nieco ponad dwóch tygodni, a ilość powstałego materiału filmowego i inne utrudniania właściwie uniemożliwiły stworzenie filmowego arcydzieła. To co Bahmanowi Ghobadi definitywnie się udało, to nagłośnienie stłumionych do tej pory głosów irańskiego narodu, pokazanie światu prawdziwej irańskiej duszy. Tylko tyle i aż tyle.

Co do tytułu filmu, to chyba trochę wina polskiego tłumaczenia. Po angielsku jest, że "No One Knows About Persian Cats", czyli w sensie, że nikt o nich nie słyszał, a nie że ich nie rozumie (jak jest po persku, niestety nie wiem). Koty to oczywiście młodzież, ale tego Ci chyba wyjaśniać nie muszę :)

Dodaj komentarz