Shirin Neshat pokazała "Kobiety bez mężczyzn"

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Gościem toruńskiego Tofifestu była dziś jedna z najważniejszych postaci światowej sztuki współczesnej, mieszkająca na stałe w Nowym Jorku Iranka, Shirin Neshat. W konkursie ON AIR pokazany został jej debiut filmowy, za który w zeszłym roku otrzymała Złotego Lwa w Wenecji za reżyserię. Po pokazie Shirin wraz ze swoim mężem, scenarzystą filmu, wyszła na scenę i przez prawie godzinę odpowiadała na pytania widowni. Część z odpowiedzi zarejestrowaliśmy dla Was na wideo.


Shirin opowiada o tym dlaczego zdecydowała się zdradzić fotografię dla filmu

"Kobiety bez mężczyzn" to film o czwórce irańskich kobiet, które zmieniają swoje życie. Żona wysokiego rangą wojskowego odchodzi od niego i przenosi się za miasto, gdzie kupuje sad. Siostra tradycyjnego muzułmanina nie chce zgodzić się na swatanie, a bardziej niż związkiem z mężczyzną interesuje się polityką. Jej koleżanka za to kocha się w bracie, ale po tym jak zostaje zgwałcona przez dwójkę mężczyzn ucieka i trafia do sadu żony polityka. Tam spotyka prostytutkę, która uciekła ze znienawidzonego burdelu po tym jak jeden z jej klientów przemienił się na chwilę w zombie.


Shirin o lokalizacji filmu

Film był kręcony w Casablance (Maroko), ze względu na fakt że małżeńska para filmowców ma od kilkunastu lat zakaz wstępu do własnego kraju. Całość wydarzeń toczy się w bardzo politycznym tle. Mamy więc Iran 1953 roku, sam środek inspirowanej przez rządy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii rewolucji, która obali demokratyczny rząd wprowadzając dyktaturę. Temat o dziwo nie poruszany do tej pory zbyt często w irańskiej kinematografii. Czemu w filmie jest tyle polityki? Z prostego powodu. Artysta czujący się Irańczykiem nie jest w stanie uciec od polityki, która definiuje życie w tym kraju.


Shirin o poezji i polityce w "Kobietach bez mężczyzn"

Jednak polityka jest tłem "Women without men". Istotnym tłem, ale jednak tłem. Film "Kobiety bez mężczyzn" opowiada o konkretnych bohaterach (właściwie bohaterkach, bo mężczyzn, jak sugeruje tytuł, nie ma tu zbyt wielu), ich wyborach i dramatach spowodowanych tym, że żyją w kraju, który nie pozwala im się realizować i zmusza do przybrania konkretnej roli społecznej.

Film zrealizowany jest w sposób bardzo poetycki. Można go wrzucić do worka pod nazwą "realizm magiczny", bo wiele scen interpretować należy metaforycznie i tak naprawdę do końca nie wiemy które elementy filmu wydarzyły się naprawdę, a które były wyobrażeniem każdej z bohaterek.

Porównując "Kobiety bez mężczyzn" z innym zaangażowanym filmem irańskiego reżysera "Nikt nie rozumie perskich kotów" który zrecenzowałem w kwietniu, trzeba przyznać, że obraz Shirin Neshat jest zdecydowanie bardziej dopracowany pod względem formy. Montaż, zdjęcia i dobór muzyki jest wręcz perfekcyjny i tłumaczy całe 6 lat, jakie zajęło małżeńskiej parze zrealizowanie tego projektu (Bahman Ghobadi nakręcił swój film w 17 dni). Spodoba się on zapewne wszystkim szukającym w kinie głębszych treści, nie stroniących od polityki, lubiących jednocześnie kino liryczne, zahaczające o sentymentalizm (ale nie przekraczające moim zdaniem tej cienkiej granicy).

Zwiastun: