Amadeusz / Amadeus

Data:

Imię Amadeusz oznacza umiłowany przez Boga i jest łacińskim odpowiednikiem greckiego imienia Teofil (a także polskiego imienia Bogumił). Austriacki kompozytor i muzyk Mozart otrzymał na chrzcie imiona Jan Chryzostom Wolfgang Teofil. Urodzony 27 stycznia 1756 roku w dniu wspomnienia przeniesienia relikwii świętego Jana Chryzostoma do Konstantynopola został nazwany imionami patrona, których nigdy nie używał, a w życiu dorosłym posługiwał się imionami Wolfgang Amadeusz. To drugie stanowi tytuł filmu Milosa Formana i ma znaczenie symboliczne. Film o Mozarcie ma jednak innego głównego bohatera - Antonia Salieriego. To on pierwszy dostrzega geniusz Mozarta. W jego opinii talent jest znakiem umiłowania przez Boga. Dlaczego więc obdarza on talentem osobę na to nie zasługującą - niedojrzałego młokosa prowadzącego hulaszczy tryb życia i uganiającego się pod stołami za spragnionymi seksu dziewczynami?

Pierwszą sceną filmu jest nieudana próba samobójcza Salieriego, po której zostaje osadzony w szpitalu psychiatrycznym. Tam podczas spotkania z księdzem decyduje się opowiedzieć historię swojego życia. To jakby rodzaj spowiedzi, ale bez żalu za grzechy i bez oczekiwania rozgrzeszenia. Zamiast tego okazuje żal do Boga o talent dany Mozartowi. Patrząc na geniusz Mozarta widzi bowiem własną przeciętność, a może nawet mierność i wrażenie zmarnowanego życia. Swoją opowieścią sięga do dzieciństwa, gdzie marzeniom o zostaniu muzykiem towarzyszą wieści o młodszym Mozarcie grającym już przed papieżem, cesarzem czy na dworach arystokracji. Po latach kształcenia i uzyskaniu posady nadwornego kompozytora cesarza Austrii jego losy krzyżują się z losami Mozarta. Ten jawi się przed nim jako muzyczny geniusz, a jednocześnie człowiek wulgarny, nieokrzesany i nieobyty, reagujący na przerastające go sytuacje histerycznym chichotem. Salieri wyczuwa zagrożenie z jego strony i przy zachowaniu pozorów przyjaźni próbuje wyeliminować konkurenta zniżając się nawet do prymitywnej intrygi. Cel stopniowo zostaje osiągnięty - odsuwa stopniowo rywala od łask dworu, a potem skazuje go na powolne zapomnienie. Los sprzyja mu wyjątkowo, przeciwnik podupada na zdrowiu i wkrótce umiera. I tylko wyrzuty sumienia zamiast pozwolić na radość zwycięstwa wpędzają w piekło obłędu.
Scenariusz oparty jest na sztuce teatralnej Petera Schaffera i określany przez reżysera "fantazją zainspirowaną życiem i tajemniczą śmiercią Mozarta". Motyw rywalizacji tych dwóch kompozytorów pojawił się już m.in. w twórczości Puszkina czy Nikolaja Rimskiego-Korsakowa. Chociaż nie ma on nic wspólnego z realiami historycznymi, wynika z prawdziwych zapisów. Salieri bardzo popularny w tamtych czasach, udzielający lekcji muzyki Beethovenowi, Cartellieriemu, Lisztowi czy Schubertowi na łożu śmierci przygnieciony wcześniejszą utratą syna i żony oraz postępującą demencją podawał się za mordercę Mozarta. Niemniej z medycznego punktu widzenia Mozart zmarł 5 grudnia 1791 roku w dwie godziny po upuście krwi, którym ówczesny medyk próbował leczyć ciężką sepsę paciorkowcową.
Niezgodność z prawdą historyczną w niczym nie przeszkadza w odbiorze filmu, a wręcz przeciwnie - pozwala na pokazanie konfrontacji geniuszu z szarą rzeczywistością, opowieści o wolności artysty i jej podatności na realia władzy i ekonomii. Ta opowieść wciąga, jest bowiem niezwykle realna i odbrązowiona. Doskonale odtworzona jest atmosfera epoki. Praga świetnie imituje Wiedeń z tamtych czasów (dla reżysera kręcenie zdjęć w rodzinnym mieście to pierwsza możliwość zobaczenia ojczyzny od emigracji w 1968 roku). Scenografia i kostiumy to perfekcja, a filmowa premiera opery "Don Giovani" odbywa się na tej samej scenie, na której była wystawiona po raz pierwszy 29 października 1787 roku. Mocną stroną jest również gra aktorska, zwłaszcza Fahrida Murraya Abrahama, który za rolę Salieriego otrzymał Oskara. Najmocniejszym akcentem jest jednak połączenie obrazu z muzyką operową. Sceny, w których przeglądaniu zapisu nutowego towarzyszą fragmenty dzieł operowych przejdą na pewno do historii kina.

Czy zatem ten film jest arcydziełem? Wbrew pozorom odpowiedź nie jest jednoznaczna. Mimo maksymalnej wierności realiom historycznym epoki zdarzają się drobne wpadki np. zamki błyskawiczne w strojach tancerzy z baletu czy mgła ze sztucznego lodu w trakcie przedstawienia operowego. Mogą też przeszkadzać takie szczegóły jak przybywanie zamiast ubywania długości świec w następujących po sobie ujęciach czy pył suchego wapna sypanego na zwłoki z pojemnika tkwiącego na pełnym deszczu. Najbardziej jednak razi niemal zupełna eliminacja języka niemieckiego z dialogów, których akcja toczy się w Wiedniu wśród niemieckojęzycznych obywateli, a także z niemieckich tekstów oper. Obecność języka angielskiego nie raziłaby może, gdyby nie zachowano włoskiego tekstu we włoskich operach. Pozostaje wrażenie, że reżyser stworzył film w Hollywood przede wszystkim dla widza amerykańskiego.

Zwiastun:

Podziwiam rzetelność recenzji, jest niezwykła, rzeczowa, szczegółowa i piękna. Dziękuję za ten tekst.

Najbardziej jednak zaskakujące były dla mnie te wszystkie wypunktowane przez Ciebie niedostatki realizatorskie, bo film przez swój rozmach, plastykę i doskonałą grę aktorską totalnie mnie oszołomił, nie mogę przypomnieć sobie ani jednej z wyliczonych wpadek, ani jednego potknięcia :)
Obiektywna być nie mogę, to jeden z moich ulubionych filmów.

Pomysł napisania tej recenzji związany był z przypadającą na 5 grudnia rocznicą śmierci Mozarta. Film oglądałem dwukrotnie - po raz pierwszy około 10 lat temu, po raz drugi niedawno, zaraz po wejściu na ekrany polskich kin wersji reżyserskiej dłuższej od oryginału o około 20 minut. W mojej opinii jest to absolutna klasyka kina. Niektóre sceny zasługują na najwyższą ocenę np czarny kot przebiegający drogę Mozartowi powracającemu do domu po całonocnej hulance nieświadomemu jeszcze wyjazdu zony i zbliżającej się serii kolejnych nieszczęść czy wspomniane już wcześniej dźwięki muzyki operowej podczas czytania zapisów nutowych. Jeśli chodzi o przedstawione przeze mnie minusy filmu, to przyznaję, że zauważyłem je dopiero podczas drugiego oglądania.

Dodaj komentarz