Gerry

Data:

Ziemia spalona blaskiem słońca, droga przecinająca krajobraz ze wzgórzami porośniętymi skąpo suchą roślinnością, kilka zdziczałych koni gdzieś na poboczu, jadący stary Mercedes z dwoma postaciami wewnątrz - to wszystko stanowi pierwszą sceną filmu trwającą kilka minut pojawiającą się bezpośrednio po logo wytwórni Miramax Films bez tytułu ani jakichkolwiek napisów początkowych. W tle słychać dźwięki muzyki estońskiego twórcy Arvo Parta grane na fortepianie i skrzypcach brzmiące jak na koncercie muzyki poważnej. Właściwie nic się nie dzieje, ale coś przyciąga uwagę widza do ekranu. To pozorne "nic nie dzianie się" trwać już będzie przez cały film. Muzyka zamilknie ustępując miejsca ciszy, skąpym dialogom, pojawi się jeszcze na kilka minut pod koniec filmu, kiedy dialogi oganiczą się do pojedyńczych słów. Przeciętny zjadacz popkornu wyjdzie z sali kinowej po kilkunastu minutach, a większość widzów, którzy dotrwają do końca uzna film za nudny i nieudany. Niemniej nieliczni uznają ten film za jeden z najlepszych w historii kina. To dzieło obok którego nie można przejść obojętnie, budzi skrajne emocje, w ocenach dominują wartości 1-2 albo 9-10, niemal brak wartości pośrednich.

Główni bohaterowie to dwaj dwudziestokilkuletni mężczyźni (Matt Damon i Casey Affleck) o nieznanych imionach. Zwracają się do siebie używając nawzajem imienia Gerry, ale wkrótce można się zorientować, że nie są to ich prawdziwe imiona. Słowo "Gerry" używane jest przez nich również jako czasownik. To słowo-wytrych ułatwiające im komunikowanie się zrozumiałe tylko dla nich. I chociaż na ekranie pojawiają się jeszcze inne postacie (na początku filmu kobieta z dwójką dużych dzieci idąca drogą, w ostatniej scenie mężczyzna prowadzący samochód i dziecko na tylnym siedzeniu), to nie wypowiadają one ani jednego słowa, podobnie żadne słowo nie jest do nich skierowane. Wizerunek dzieci kontrastuje z wizerunkiem młodych mężczyzn, czy są one jakimś symbolem niewinności, naiwności, może więzi ze społeczeństwem?
Fabuła filmu wydaje się prosta: w miejscu oznaczonym jako "Wilderness Trail" meżczyźni rozpoczynają wędrówkę do bliżej nieokreślonego celu, zbaczają z oznakowanego znaku szukając alternatywnej drogi, gubią się i błądzą po pustyni bez wody i prowiantu, mają tylko papierosy, zapałki i siebie samych. W miarę upływu czasu daje o sobie znać zmęczenie, brak jedzenia i picia, szanse na przeżycie maleją.

Czy film jest eksperymentem na konwencji filmu drogi? Raczej nie. Opowiada o zwykłych młodych ludziach, których łączy przyjaźń i postawa outsiderów. Kiedy spędzają na pustyni pierwszą noc, rozmawiają o banalnych sprawach, takich jak telewizja czy gry komputerowe. Najważniejszą częścią tej rozmowy jest opowieść o grze "Teby". Gerry-Affleck włada Tebami przez 97 lat, ale wybuch wulkanu niszczy sanktuarium Demeter,którego nie można odbudować z powodu braku marmuru. Mimo silnej armii i bogactw z handlu z 12 miastami nie można zdobyć marmuru,gdyż powódź niszczy 4 doki i blokuje porty. Demeter zsyła nieurodzaj, brakuje żywności dla ludzi i koni, a głód i spadająca liczba koni skutkują brakiem możliwości obrony przed buntem wasali. Teby upadają. Opowieść o Tebach wydaje się być poetycką metaforą ludzkiego życia.
Czy jest to film o przyjaźni? Mam wrażenie, że film obrazuje prawdziwą męską przyjaźń wystawioną na próbę. Kiedy drugiego dnia mężczyźni rozdzielają się w poszukiwaniu drogi powrotnej i trudno jest im znaleźć się powtórnie, Gerry-Affleck w poszukiwaniu Gerriego-Damona wdrapuje się na stromą skałę, z której nie może zejść. Scena budowania przez przyjaciela miękkiej poduszki z piasku, na którą można bezpiecznie zeskoczyć jest być może jedną z najwyrazistszych scen w kinie przedstawiających przyjaźń. Jeszcze jedna scena zasługuje na szczególną uwagę. Pod koniec wędrówki mężczyźni idą jeden za drugim, z przodu silniejszy Gerry-Damon, za nim Gerry-Affleck wyglądający jak rzeźba Alberta Giacomettiego. Jego nogi przesuwają się minimalnie i powoli ruchem tasowanych kart. Nie ma siły dalej podążać, pada na kolana i osuwa się na ziemię. Przyjaciel wraca do niego i kładzie się obok. Po dłuższej chwili Gerry-Affleck wyciąga w jego stronę rękę i mówi, że odchodzi. Następnie Gerry-Damon obraca się w jego stronę, obejmuje i przytula, próbuje bez efektu podnieść, a w końcu w przypływie jakiejść dziwnej energii zaciska palce na jego gardle. Nasuwa się mimowolne skojarzenie z opowiadaniem "Coup de grace" Ambrosa Bierce'a z wojny secesyjnej, w którym żołnierz zabija swojego najlepszego przyjaciela, cierpiącego z powodu doznanej w trakcie bitwy otwartej rany brzucha - obrażenia w tamtych czasach śmiertelnego.

Scenariusz filmu Gusa van Santa oparty jest na prawdziwej historii wyczytanej w gazecie. Mężczyzna, który przeżył, po zabiciu przyjaciela pochował go przykrywając kamieniami niektórymi o wadze do 30 kilogramów. Przełożenie takiej historii na język filmu jest niezmiernie trudne. Reżyserowi udaje się to w mistrzowski sposób. Duże znaczenie ma w tym wspomniana wcześniej muzyka, dźwięk butów stąpających po piaszczystym podłożu, odgłosy oddechów. Pomagają też w tym przepiękne zdjęcia nakręcone w Argentynie i w legendarnej Dolinie Śmierci. Przeważają barwy białawe, żółte, brudnozielone, brunatne i szare. Rozciągnięte w czasie i przestrzeni statyczne ujęcia kamery, brak zbliżeń, niemal baśniowe surowe krajobrazy zasłużyły na nominacje do nagród za najlepsze zdjęcia.
Film dedykowany jest pamięci Kena Keseya - autora "Lotu nad kukułczym gniazdem", który pisał swoje dzieła pod wpływem środków psychotropowych. Czy stworzenie "Gerriego" w którym realizm łączy się z surrealizmem jest zatem aktem psychedelicznym?

Zwiastun: