Co straciłam z własnej woli, ile przeciw sobie

Data:

Akcja filmu „Pochowajcie mnie pod podłogą” rozgrywa się w czasie, gdy ulubioną zagraniczną melodią w ZSSR są „Kolorowe Jarmarki”, a kolejka-zabawka kosztuje 40 rubli. Są to ciężkie lata dla wielu borykających się z nędzą obywateli, jednak to nie ubóstwo jest problemem w domu głównego bohatera. Chłopiec wychowuje się bez matki, a opiekę nad nim sprawuje dziadek i babcia. Pomimo pozornie dobrych warunków, położenie chłopca jest tragiczne..

Film „Pochowajcie mnie pod podłogą” jest , choć trudno dostrzec, tak naprawdę filmem o miłości. I nie tylko Saszy do swojej matki, bez której cierpi jeszcze bardziej niż sierota. Sierota straciła już wszystko, natomiast Sasza wie, że matka żyje i nie może wytrzymać rozłąki. Film jest również o miłości babki Niny, bo ta okrutna i zimna kobieta też kiedyś kochała. Bez pamięci zakochała się w swoim przyszłym mężu, dla którego była tylko żartem, wygranym zakładem. Kochała bezgranicznie swojego pierworodnego syna Aloszkę, który zmarł we wczesnym dzieciństwie podczas wojny. Kolejne straty wypalały obecne w kobiecie pokłady miłości. Z ciepłej i opiekuńczej matki przerodziła się w srogiego żandarma, który walczy z losem, życiem, chorobami które zabrały jej syna. Przez zbroję, w którą ubierała się długie lata, prawie już nie widać osoby bojącej się o życie ukochanych bliskich, tylko potwora, zniszczoną psychiczną chorobą istotę nie okazującą słabości ani strachu.
Natomiast od miłości matki Saszy, Olgi, do niego silniejszy jest strach. Kobieta jest zbyt słaba by sprzeciwić się własnej matce i zabrać syna do siebie. Boi się też odpowiedzialności i wydatków na leczenie dziecka obciążonego tyloma chorobami. Gdy tańczy ze swoim kochankiem do piosenki Maryli Rodowicz, nasuwa się skojarzenie że to ona mogłaby być jej bohaterką – z własnej woli oddała syna pod opiekę matki, teraz przeciw sobie nie może go odzyskać.

Oceniając grę aktorską, najbardziej zapadającą w pamięć kreację babki Niny stworzyła Swietłana Kriuczkowa. Jej bohaterka pozostaje w chwiejnym balansie pomiędzy atakami maniakalnymi a chwilami refleksji i opiekuńczości. Czułość tą niezrozumiale kieruje w stronę istot, które nie mogą jej odwzajemnić, jak złapana w pułapkę mysz. Może dlatego, że zmarli nie mogą już jej opuścić… Kobieta jednak rzadko daje się ponieść uczuciom – stąpa twardo po ziemi, a z życiem i otaczającymi ją ludźmi obchodzi się tak brutalnie i beznamiętnie jak mięsem na kotlety, które z pasją miele i formuje.

Jest to film w którym bezradność jest przytłaczająca, a świat obdarty z optymizmu. Koniec, choć mimo wszystko szczęśliwy, jest niespodziewany i aż razi pozytywnym rozwojem wypadków. Dopiero po lekturze książki można by w pełni ocenić wierność adaptacji i odpowiedzieć na nurtujące pytanie – czy chłopiec naprawdę był chory, czy długa litania przypadłości była tylko efektem hipochondrycznej manii jego babki?